6 sposobów na wrażliwą skórę

10-07-2017

Kupujesz sobie nowe mazidełko. Krem w pięknym opakowaniu, ten żel do twarzy, o którym mówiły ci wszystkie koleżanki, albo ultranawilżające serum pod oczy, którym zachwycało się pół kosmetycznego YouTube’a. Wracasz cała w skowronkach z drogerii do domu, urządzasz sobie sesję upiększającą z nałożeniem nowego cuda na twarz i już nie możesz się doczekać, aż twoja cera stanie się gładka i promienna, jak gdybyś nałożyła na nią wyciąg z Photoshopa. Następnego dnia budzisz się natomiast z twarzą ukropioną czerwonymi plamami/cerą o fakturze à la pumeks/zapuchniętym okiem/nosem, na którego czubku maluje się gromadka dorodnych pryszczy. Brzmi znajomo? O matko, jak bardzo! 

Nie jestem atopowcem, alergikiem ani szczególnym wrażliwcem. Niemniej, moja skóra, zwłaszcza ta na twarzy, jest bardzo, bardzo sucha. Zdarza mi się przesuszyć ją na tyle, że niemal na całej jej powierzchni widać złuszczające się płatki, natomiast zaczerwienienia, podrażnienia i uczucie ściągniętej, napiętej i przesuszonej cery są u mnie na porządku dziennym. Mimo że nie kwalifikuję się pod żadną porządną diagnozę, wyznaję więc zasadę, że dobrze jest do pielęgnacji podchodzić z ostrożnością. Często stosuję kosmetyki dedykowane bardziej podatnym na podrażnienia typom skóry niż moja własna.

Ostrożności nigdy za wiele

Każdego dnia skóra nas wszystkich wystawiana jest na szereg niezbyt sprzyjających jej kondycji czynników. Promieniowanie UV szatkuje nam kolagen, niskiej jakości kremy zapychają pory, a mydła i czyścidła zaburzają jej pH, pozbawiają warstwy ochronnych lipidów i wysuszają. Nawet jeśli pojedyncze i bardzo drobne uszkodzenia skóry pozostają niewidoczne z dnia na dzień, w dłuższej perspektywie czasu akumulują się i skutkują jej podrażnieniem, czy szaroburym odcieniem. Wiecie, jak to jest. Po kilku godzinach spędzonych na słońcu skóra nie musi wyglądać źle. Opalanie się na skwarka w każde wakacje przez 10 lat niemal na pewno uczyni ją przesuszoną i pomarszczoną.

Ale do rzeczy. Dla wszystkich, którzy na swoją cerę muszą chuchać i dmuchać, zrobiłam szybki przegląd tego, co w kwestii wrażliwej cery ma do powiedzenia nauka. I mam dla nas wszystkich 6 porad, chodźcie!

1. Twój najlepszy przyjaciel: SPF

Wiem, że takie rzeczy trudno wartościować, ale w moim osobistym rankingu nie ma chyba zabiegu pielęgnacyjnego, który w pewniejszy i łatwiejszy sposób chroniłby skórę przez przedwczesnym starzeniem, podrażnieniami i uszkodzeniami, niż po prostu osłanianie jej przed słońcem. Promieniowanie UV nie lubi skóry. Szatkuje kolagen, indukuje powstawanie uszkodzeń przeróżnej maści w DNA i poparzenia. Zwłaszcza dla osób o jasnej karnacji, które opalają się na buraka i zrzucają skórę po każdym wyjściu na plażę, ochrona przeciwsłoneczna to podstawa, również (a właściwie przede wszystkim) z punktu widzenia obniżania ryzyka wystąpienia nowotworów skóry.

Co ciekawe – w przeciwieństwie do tego, co można przeczytać gdzieniegdzie w internecie – stosowanie filtrów przeciwsłonecznych wydaje się nie być powiązane z deficytami witaminy D. Mowa o tym na przykład w tym badaniu oraz w tej przeglądówce. Zresztą, nawet gdyby ktoś borykał się z niedoborami – suplementacja witaminy D jest prosta i tania.

American Academy of Dermatology (AAD), jedna z największych organizacji dermatologicznych na świecie, zaleca, by każdy stosował filtry przeciwsłoneczne o SPF minimum 30, szerokim zakresie ochrony (tj. obejmującym zarówno promieniowanie UVA, jak i UVB) oraz wodoodporne. Poza tym zaleca również noszenie w słoneczne dni odpowiednich ubrań i akcesoriów, np. czapek z daszkiem, kapeluszy z szerokim rondem, okularów przeciwsłonecznych, czy przewiewnych ubrań z dłuższymi rękawami i nogawkami. AAD szacuje również, że do pokrycia kremem z filtrem wszystkich eksponowanych na słońce części ciała powinno wystarczyć około 30ml balsamu. Taka objętość to na oko jakieś 2 łyżki stołowe. 

2. Wybieraj raczej kosmetyki bez zapachu

Wśród najczęściej uczulających składników kosmetyków znajdują się substancje zapachowe. Nie ma tu właściwie żadnej różnicy, czy są to zapachy syntetyczne, czy naturalne. Skóra po prostu z reguły nie za dobrze reaguje na wszystko, co pachnie. Mimo tego znalezienie kosmetyku, który byłby zapachu pozbawiony jest wciąż trudne, a to z prostej przyczyny – ułożenie formulacji tak, aby kosmetyk sam z siebie i bez zapachowego tuningu pachniał ładnie (albo nie pachniał w ogóle) jest trudne. Klienci zazwyczaj wolą też, by zabiegom pielęgnacyjnym towarzyszyły ładne aromaty. Niemniej, faktem pozostaje to, że posiadaczom skóry szczególnie wrażliwej substancje i olejki zapachowe mogą często przynieść więcej szkód niż pożytku.

Jeśli więc chcesz unikać wystawiania skóry na potencjalne ryzyko, lub zauważyłaś, że pachnidła jej nie służą, kupuj kosmetyki, w których składzie nie znajdziesz następujących pozycji:

fragrance, parfum, linalool, citronellol, eugenol, geraniol, bergamot oil (Citrus bergamia), Ylang-ylang oil (Canaga odorata), Rose flower extract (Rosa damascena), Mentha spicata, czy Mentha piperita  

3. Unikaj alkoholu

Jeśli produkt, który zamierzasz kupić, ma na początku listy swoich składników alkohol, być może chcesz przemyśleć ten zakup jeszcze raz. Badania na ten temat są bardzo zgodne – alkohole mają dość duży potencjał do tego, by drażnić i uszkadzać skórę. Są wykorzystywane dość szeroko, zwłaszcza w produktach przeznaczonych do tłustej skóry, a to dlatego, że mają efekt matujący, wygładzający i odtłuszczający. Alkohol rozpuszcza tłustą lipidową warstwę, która odpowiedzialna jest za świecenie się i umożliwia jej spłukanie, czy starcie. Jednocześnie może tez jednak uszkadzać białka skóry, w dłuższej perspektywie czasowej wywołując efekt odwrotny do zamierzonego i wzmacniając przetłuszczanie się i powstawanie wszelkiej maści wyprysków i wykwitów.

Dla jasności – są też alkohole, których absolutnie nie trzeba się bać i z którymi polubi się zwłaszcza sucha skóra, a to dlatego, że mają właściwości nawilżające lub też pozostają dla skóry neutralne, a zapewniają za to dobre rozpuszczanie się wszystkich składników produktu. Alkohole te oznaczane są na etykietach jako cetyl, stearyl i cetearyl alcohol

4. Szczoteczki do twarzy i ostre peelingi – nie

Szorowanie cery elektrycznymi szczoteczkami i skrobanie jej gruboziarnistymi peelingami? No ja was proszę. Jak to mawia moja znajoma kosmetyczka – twarz nie podłoga i nie trzeba jej szorować. 

5. Delikatne złuszczanie – tak

Do pozbywania się martwych komórek lepiej nadadzą się peelingi enzymatyczne, czy kwas salicylowy (oznaczany także czasem jako BHA od beta hydroxy acid). Ten drugi sprawdzi się zwłaszcza w przypadku cery trądzikowej, ponieważ ma działanie niwelujące wypryski i wągry. W przeciwieństwie do peelingów z ostrymi drobinkami, nie drażni on skóry, a co więcej – może ją koić. 

6. Nie takie straszne silikony

Silikony są dość mocno demonizowane, zwłaszcza w kontekście ich kontaktu z wrażliwą skórą. Zupełnie niesłusznie. To substancje działające jak emolienty, wiążące wodę i gwarantujące śliskie, gładkie, satynowe wykończenie kosmetyku. Wbrew temu, co można przeczytać na przeróżnych forach, nie udało się jak dotąd potwierdzić, by silikony miały potencjał kancerogenny, czy też, by zapychały skórę. Wręcz przeciwnie – na poziomie molekularnym cząsteczki silikonów układają się dość luźno, zapewniając przepływ powietrza i nie izolując skóry od środowiska zewnętrznego. Silikony sprawdzą się jako składniki ograniczające utratę wody, niwelujące złuszczanie się suchych skórek (które mogą pojawiać się w wyniku przesuszenia, podrażnień, czy po stosowaniu produktów antytrądzikowych). Potwierdzono również, że mogą sprawdzać się jako substancje poprawiające wygląd blizn. Jeśli więc na etykiecie produktu, który zamierzasz kupić, zobaczysz pozycje takie jak na przykład methicone, dimethicone, stearyl methicone, cetyl methicone, raczej nie masz się czego obawiać.

Niniejszy tekst powstał we współpracy z marką Novaclear ATOPIS, która wypuściła niedawno linię produktów dedykowanych skórze atopowej. Wszystkie produkty tej linii są bezzapachowe i wszystkie zawierają w sobie ekstrakt z lukrecji, którego działanie przeciwzapalne zostało dobrze potwierdzone. Co więcej, lukrecja sprawdzać może się także w walce z trądzikiem i przebarwieniami. Razem z 30 czytelniczkami bloga przez miesiąc testowałyśmy, czy produkty marki faktycznie lubią się ze skórą o szczególnych wymaganiach, a z naszymi wrażeniami zapoznać możesz się poniżej.

Zacznę od zdecydowanego zwycięzcy tej serii testów, a mianowicie od balsamu do ciała Ultra Body Moisturizer. Jest gęsty (raczej z typu tych, które trzeba wklepywać, a nie rozsmarowywać, w przeciwnym razie zostawia na skórze biały film) i baaaardzo nawilżający. Skóra jest po nim prawdziwie miękka i giętka przez wiele godzin, a nie tylko pokryta dziwnym jedwabisto-śliskim filmem, jak to ma miejsce w przypadku większości tańszych drogeryjnych balsamów.

Wszystkie testerki były co do jego jakości wyjątkowo zgodne (z kilkunastu opinii trafiła się bodaj tylko jedna negatywna). Ula napisała: Trochę rzadka konsystencja, ale coś za coś, bo dzięki temu wchłanialność jest niesamowita. Po wysmarowaniu można od razu pakować się w ubranko. Przy innych mazidłach wieczorem już „wychodziła” suchość, a tu – zapomniałam czegoś do smarowania na weekend, i o dziwo moja skóra po tygodniowym regularnym smarowaniu Novaclear, przeżyła to! I to w dobrym stanie!

 

 

Kandydat numer dwa to żel do mycia twarzy i ciała Face&Body Wash. Bardzo duży plus za tę uniwersalność – moja wanna i tak jest już zawalona piętnastoma innymi buteleczkami i flakonami i naprawdę nie potrzeba mi kolejnych tubek z osobnymi specyfikami do mycia ciała i buzi. O ile ciało myje się nim z grubsza tak jak każdym innym żelem pod prysznic, o tyle na mojej twarzy sprawdził się zaskakująco dobrze. Nie żebym była w stanie zupełnie pozbyć się uczucia ściągnięcia i zasuszenia cery po myciu, ale efekt ten był o wiele mniej nasilony niż po każdym innym specyfiku do mycia twarzy, jaki stosowałam.

Wśród czytelniczek opinie na jego temat były dość podzielone, a chyba najczęściej wymienianą wadą była jego dość gęsta konsystencja (co akurat mi w ogóle nie przeszkadzało). Paulina napisała: Ma on konsystencję lekko stężałej galaretki (glutka), która niestety nie przypadła mi do gustu. Kosmetyk nie podrażnił mojej skóry (!), a stosowałam go na skórę objętą zmianami AZS. Jestem, więc zadowolona z produktu. Opinia Magdy była dość podobna: Bardzo sympatyczny produkt, najbardziej przekonuje mnie aktualnie wakacyjny argument – 2 w 1, dwa razy lżej w plecaku. Pozostawia skórę z uczuciem świeżości.

Zostały nam jeszcze dwa kremy, nawilżający Hydro-Control Cream oraz bardzo bogaty i gęsty Intensive Cream – i tu biję się w pierś. Stosowałam je rzadko, a to głównie dlatego, że żaden z nich nie ma filtra przeciwsłonecznego. Tymczasem latem praktycznie nie ruszam się z domu bez SPF 30 na twarzy. Kremy stosowałam więc raczej na noc, a i to nie zawsze, bo mam od kilku miesięcy olejek, który sprawdza się u mnie bardzo dobrze i w zupełności mi wystarcza. Odsyłam was dlatego wyłącznie do opinii czytelniczek. 

Opinie o Hydro-Control Cream:

Ania: Gdy po raz pierwszy go użyłam, pomyślałam, że będzie się bardzo długo wchłaniał, jednak myliłam się. Krem bardzo fajnie nawilża, koi i uspokaja skórę twarzy i ciała. Osobiście porównałabym go do kremu Cetaphil, z tą różnicą, że Cetaphil zapchał moją skórę a ten tego nie robi.

Karolina: Jeśli chodzi o działanie, nie zauważyłam na twarzy jakiś spektakularnych efektów. Natomiast gdy stosowałam go na ciało jako balsam, na pewno skóra pozostaje dłużej nawilżona a to duży plus, tylko bardzo kiepsko się rozprowadza.

Opinie o Intensive Cream:

Marta: Co do konsystencji, jest niezwykle gęsta. Z racji że mam atopowe zapalenie skóry, które objawia się często suchymi miejscami na rękach, formuła kremu super się sprawdziła. Nawilża on dogłębnie skórę. Jest bez zapachu, co sprawdzi się dla osób wrażliwych na parabeny, których jest on pozbawiony. 

Nina: Ja dostałam krem natłuszczający i faktycznie – bardzo natłuszcza. Pozostawia po użyciu ciężkie uczucie, ale genialnie sprawdza się jako baza pod makijaż! :) Nie jestem pewna, ale chyba mam po nim większy trądzik. 

Zofia: Moja skóra lubi się buntować i nagle zaczynać swędzieć, w takich sytuacjach krem (razem z lekami przeciwalergicznymi;) okazał się bardzo pomocny. Poza tym stosowałam go na całe ciało na zmianę z lżejszym kremem. Jest trochę za tłusty na moją twarz, ale podoba mi się jego konsystencja, choć czasem dość trudno się rozprowadza po skórze. Ogólnie – na plus.

No dobrze. Ode mnie na dzisiaj to już wszystko, ale bardzo chętnie zapoznam się z waszymi sposobami na wrażliwe buźki. Dajcie znać w komentarzach, jakie kosmetyczne cuda trafiły w wasze ręce i łapcie ode mnie…

Buzi!