Biotechnologia: co to za kierunek i co można robić po nim?

25-03-2017

Oho. Widzieliście już? Słoneczko wyszło, ptaki śpiewają i nawet o poranku coraz rzadziej chce się zginąć. Wiosna idzie. A wiecie, co przychodzi razem z wiosną? Niepewność. Każdego roku o tej właśnie porze rozpoczyna się trwający nieustannie aż do początku lipca szturm mojej mailowej skrzynki, w czasie którego zagubieni maturzyści pytają mnie o to, jak studiuję się biotechnologię. Sami też zastanawiają nad tym właśnie kierunkiem i Kasiu, czy możesz nam coś opowiedzieć. No, oczywiście, że mogę, dziubaski wy moje. Zebrałam więc najczęściej przewijające się w wiadomościach pytania i udzieliłam na nie jak najbardziej wyczerpujących odpowiedzi. Chodźcie!

Biotechnologia brzmi fajnie, ale tak właściwie, to czego ja się tam w ogóle będę uczyć?

Biotechnologia to, mówiąc w największym ze wszystkich możliwych skrótów, nauka o tym, jak wykorzystywać to, co żyje, dla własnych, szczytnych (albo i niecnych) celów. Studiując biotech będziesz się więc uczyć o procesach i mechanizmach, na których opiera się życie po to, by wiedzieć, w jaki sposób możesz wykorzystać je w praktyce, tj. w przemyśle, badaniach naukowych, produkcji leków, ochronie zdrowia i środowiska.

Czy jest strasznie trudno?

Nie jest, pod warunkiem, że lubisz i biologię, i chemię oraz że w nocy nie dręczą cię koszmary z kalkulatorem w roli głównej. Biotechnologia to ani kierunek, na którym można się obijać, ani studia, które są tak absorbujące, że nie ma się poza nimi życia. Mi spokojnie udaje się łączyć naukę z pisaniem bloga, udzielaniem się w laboratoriach i imprezami w piąteczek, a i większość z moich znajomych poza nauką pracuje. Wymaga to oczywiście pewnego wysiłku, ale na pewno nie jest niemożliwe. 

Bo wiesz… Ja to nie lubię chemii ani matematyki, tylko samą biologię… Dam radę?

Dasz, ale musisz wiedzieć, na co się piszesz. Doskonale cię rozumiem i też miałam podobne obawy, ponieważ tym, co od zawsze interesowało mnie najbardziej była biologia i bardzo doceniałam sobie to, że jest to nauka w dużej mierze opisowa, momentami wręcz humanistyczna. Z chemią relacje mam ciepłe i poprawne, ale bez szaleństwa. Nie pasjonuję się ani atakami nukleofilowymi ani potencjałem redoks, ani nawet gazami szlachetnymi. Wiem, że są, jestem w stanie je zrozumieć, ale nie kocham. Podobnie z matematyką i statystyką. Jeśli muszę, to zrozumiem i policzę, ale po nocach nie śnią mi się permutacje ani testy t-Studenta. Zero namiętności.

Ale o czym to ja miałam. Ach, matematyka, chemia, informatyka – wszystko to dziedziny, które z biologią wiążą się coraz silniej. Coraz bardziej da się zauważyć, że biologia, jako nauka opisowa, dochodzi właśnie do ściany i już teraz dość mocno da się odczuć, że tendencją na najbliższe lata będzie prawdopodobnie jej uściślanie. Informatyzowanie, matematyzowanie i porządkowanie. Taki jest prawdopodobnie nieunikniony bieg rzeczy – to samo stało się już z innymi naukami przyrodniczymi – i z fizyką, i z chemią. Biolodzy są obecnie w stanie wygenerować niewyobrażalnie wielkie ilości danych i robią to na skalę, z jaką wcześniej nie musieliśmy się mierzyć. Problemem przestaje powoli być to, jak dane pozyskiwać, a za to wielką zagwozdką staje się to, co z tymi danymi w ogóle robić. Mój głupi licencjat wygenerował w tym miesiącu ponad 20GB pliku w formacie .txt. Wyobraźcie więc sobie, jaka jest skala informacji, które każdego dnia zalewają świat nauk biologiczno-medycznych.

Jeśli więc z chemią ani matematyką, czy fizyką jest ci nie po drodze, to spokojnie – na studiach dasz sobie radę. Niemniej, jeśli samo przetrwanie studiów nie jest twoim jedynym celem i myślisz o sobie i biotechnologii w dłuższej perspektywie, to pamiętaj, że mariaż biologii z matematyką, statystyką i (w szczególności!) informatyką jest nieuchronny i prędzej czy później będziesz musiał polubić się i z nimi. 

Jaka jest proporcja między biologią a technologią?

Wydaje mi się, że dużo zależy od miejsca, w którym studiujesz. Jeśli wybierzesz politechnikę, naturalnie podczas studiów zetkniesz się z większą ilością zagadnień technicznych i inżynieryjnych. Za to na uniwersytecie prawdopodobnie większy nacisk kładziony będzie na biologię niż technologię. Na moim wydziale (tj. Wydziale Biologii Uniwersytetu Warszawskiego) zagadnień inżynieryjnych jest tyle co nic. Nikt nie męczy nas tym, jak konstruować czipy, ani budować bioreaktory, a z tego, co mi wiadomo – na polibudzie właśnie o tym mówi się sporo. 

A ja tak nie za bardzo lubię genetykę/bakterie/immunologię/cokolwiek. Czy będę musiał/-a się jej uczyć?

Nie mam pojęcia, jak to wygląda na innych uczelniach, więc piszę teraz wyłącznie o moim wydziale. Program studiów daje u nas studentom całkiem sporo dowolności w konstruowaniu planu zajęć. Uczelnia definiuje dla każdego semestru po kilka obowiązkowych przedmiotów, od których nie ma ucieczki, ale całą resztę dobiera się samodzielnie. Jeśli na przykład nie pałasz absolutnie żadną miłością do roślin i ich fizjologii, będziesz w stanie bez problemu przetrwać cały tok studiów, nie mając z botaniką absolutnie nic do czynienia. Ja nie przepadam za wirusami i mikrobiologią, więc mogę legalnie i wygodnie wypełnić plan zajęciami z genetyki, biochemii i embriologii.  Uważam ten system za całkiem niezły kompromis. Dzięki takiej organizacji zajęć z jednej strony każdy student ma jakie-takie pojęcie o podstawach wszystkich dziedzin, które składają się na biotechnologię, a z drugiej nikt nie jest do niczego przymuszany i dostaje zupełnie wolną rękę przy wyborze tego, czym chce się zajmować. 

Co po studiach?

Nie wiem, co po studiach, bo jeszcze ich nie skończyłam, ale mogę powiedzieć ci, jak to wygląda w teorii. Biotechnologię dzieli się na kilka głównych gałęzi, które oznacza się kolorami. Każdy z kolorów obejmuje inne spektrum zagadnień i wymaga też trochę innego rodzaju umiejętności.

  • Zielona biotechnologia to ta związana z roślinami i rolnictwem. To tutaj rozkminia się, jak sprawić, by rośliny dawały jak najwięcej plonów, czy były odporne na szkodniki i niekorzystne warunki środowiskowe. Zielony biotech zajmuje się rozmnażaniem roślin, tworzeniem ich nowych odmian, zaprzęganiem ich do tego, by oczyszczały środowisko oraz produkowały metabolity, które wykorzystać można np. w farmacji, przemyśle spożywczym, czy kosmetologii.
  • Biała biotechnologia związana jest z przemysłem, czyli produkcją enzymów, biopolimerów, biopaliw, prekursorów leków, dodatków do żywności, czy kosmetyków i mnóstwa innych substancji. Zajmuje się ona także optymalizowaniem wszelkich procesów produkcyjnych tak, by odbywały się one jak najmniejszym kosztem dla środowiska.
  • Czerwona biotechnologia związana jest z służbą zdrowia. Obejmuje więc całe mnóstwo baaardzo szerokich zagadnień takich jak projektowanie i produkcja leków, opracowywanie nowych metod diagnostycznych, czuwanie nad badaniami klinicznymi i generalnie wszystko, co w jakiś sposób wiąże się z medycyną.
  • Niebieska biotechnologia zajmuje się wodami – jeziorami, morzami, rzekami i oceanami. Bierze pod lupę ich stan, opracowuje metody ich ochrony i wykorzystania oraz rozsądnej eksploatacji tego, co w nich pływa.
  • Fioletowa biotechnologia to dziedzina związana z legislacją. Jej zadaniem jest dopilnowanie, by prawo nadążało za postępem w nauce, a także popularyzacja wiedzy o tym, czym jest biotech i np. zwiększanie świadomości społecznej związanej z inżynierią genetyczną, czy nowymi lekami.

No, misie pysie. Mam nadzieję, że choć trochę rozwiałam wasze wątpliwości oraz że od teraz aż do matury wszyscy będziecie mogli martwić się już tylko kolorem fenoloftaleiny w kwaśnym pH. Podeślijcie ten tekst swoim zagubionym znajomym i łapcie…

Buzi!