Jak robić rzeczy wielkie? Stypendium L’Oréal Dla Kobiet i Nauki

05-05-2016
Może się mylę, a całkiem prawdopodobnym jest także, że posuwam się teraz do kompletnego banału, ale wydaje mi się, że każdy chce w życiu zrobić coś wielkiego. Zostać sławnym aktorem. Wychować dziecko na mądrego człowieka.  Napisać książkę, która zmieni życie kilku osób. Wybudować dom. Pomóc komuś. Uratować zwierzątko i zabrać je ze schroniska. Awansować. Cokolwiek. Wszyscy chcemy, by został po nas jakiś ślad, bo trochę głupio byłoby zmarnować te kilkadziesiąt lat na świecie i tak po prostu sobie z niego zniknąć. Nie jestem pod tym względem żadnym wyjątkiem.

Moje wielkie rzeczy

Gdy byłam bardzo mała, w domu stało sobie elektryczne pianinko. Nie chodziłam nigdy do  szkoły muzycznej, ale miałam nuty i jakimś cudem udało mi się je odczytać. Jak na prawdziwego wirtuoza przystało, podpisałam markerem klawisze i nauczyłam się grać kilka melodii. Były proste, wygrywałam je tylko jedną ręką, bo nikt jeszcze wtedy nie powiedział mi, że istnieje coś takiego jak akord, ale pamiętam, że spędzałam przy pianinku długie godziny. Zawsze wyobrażałam sobie, że dam kiedyś wielki koncert w gigantycznej sali wypełnionej ludźmi we frakach i wieczorowych sukniach. Zachwycę wszystkich i właśnie to będzie moją wielką rzeczą.

Potem trochę podrosłam, pianinko poszło w odstawkę, a ja odkryłam, że potrafię całkiem nieźle recytować wiersze. Zaczęło się od rymowanki o jeżu w pierwszej klasie podstawówki, a skończyło na początku liceum na Gałczyńskim i wielkich konkursach. Lubiłam recytować i uwielbiałam, kiedy cała sala milkła, by wysłuchać historii, które miałam jej zaraz zdradzić. Lubiłam widzieć wzruszenie na twarzach publiczności, bo wydawało mi się, że właśnie w ten sposób dokonuję czegoś wielkiego.

Potem śpiewałam jeszcze w chórze, grałam w grupie teatralnej i pisałam opowiadania o zbuntowanej młodzieży, żyjąc w przekonaniu, że bycie artystką to najlepsza droga do tego, by zrobić w końcu jakąś wielką rzecz.

life-863673_1280

Nagle, ni stąd, ni zowąd okazało się, że mam szansę zacząć pracować jako modelka. Nie wahałam się ani sekundy, bo wtedy to dopiero wyobraziłam sobie, że oto będę robić wielkie rzeczy. Bo przecież billboardy są wielkie. Pieniądze też muszą. Pokazy są prestiżowe, ubrania drogie, agencje ekskluzywne, a fotografowie znani i kreatywni. Pracowałam dla wielkich marek i brałam udział w sesjach, które były potem drukowane w wielkim formacie na kartach wielkich magazynów.

Harper's Bazaar Hongkong

 

I wszystko byłoby pięknie, gdyby nie to, że w pewnym momencie zorientowałam się, że ja i modeling pasujemy do siebie jak skarpetki do japonek. Ani trochę. Z rzeczy wielkich pozostało mi głównie gigantyczne rozczarowanie tym biznesem, dlatego też postanowiłam skończyć karierę, której tak właściwie na dobre nie zaczęłam. I poszłam na studia.

C332PCV8D0

Rzeczy niewielkie

Te kilka miesięcy pomiędzy pożegnaniem się ze światem wiecznej diety i odcisków na stopach, a wznowieniem nauki wspominam bardzo kiepsko. Strasznie kiepsko. Tak, żeby być szczerą… wspominam je niemal tak źle jak Britney Spears wspomina rok 2007.  Był to dla mnie czas dotkliwej porażki, bo przecież właśnie miałam mieć świat u swoich stóp, a jednak wracałam do robienia rzeczy… totalnie zwykłych.

fused-768774_960_720

Żałuję, że ja z przyszłości nie mogłam wtedy przyjść do samej siebie i mocno walnąć się w głowę

Rok akademicki zaczął się szybko, a ja bardzo dużą część swojego czasu poświęcałam na naukę. Dużo czytałam, nie chciało mi się opuszczać wykładów, okazało się, że mnóstwo rzeczy mnie interesuje, a dziedziny, którym miałam nie podołać, idą mi całkiem sprawnie (no, może poza wstawaniem na WF o szóstej rano). Zaczęłam pisywać o nauce na blogu, najpierw rzadko, potem coraz częściej, a obecnie – każdego tygodnia. Uczenie się sprawiało mi wielką frajdę.

861_min

Moje zwykłe rzeczy

Nagle zajęłam się rzeczami kompletnie zwykłymi. No sami porównajcie – dawniej miałam podróże po całym świecie, pokazy relacjonowane przez wszystkie media, okładki magazynów i sukienki za tysiące ojro, a teraz… czytałam podręczniki, robiłam notatki i siedziałam w laboratorium nad probówkami. Tyle w tym blichtru, co czystego powietrza w Krakowie, a mimo tego jeszcze nigdy nie miałam poczucia, że tak wiele wielkich rzeczy jest w zasięgu mojej ręki.

o_1af4iqa2sou018qe1214fl61uvn7_new

Żyjemy w świecie, w którym nie da się wskazać żadnej dziedziny życia, żadnego aspektu ani elementu naszego jestestwa, który nie byłby w jakimś stopniu uzależniony od technologii i nauki

Nauka jest wszędzie. Chwytasz za telefon – technologia. Kładziesz krem na twarz – kosmetologia. Kupujesz jogurt i płatki – biotechnologia. Boli cię gardło – farmakologia. Zakładasz buty do biegania – wiedza o tworzywach. Masz czystą wodę w kranie – mikrobiologia. Bierzesz insulinę – inżynieria genetyczna. Jesteś zmęczony – biochemia. Sadzisz pietruszkę w ogródku – botanika. Mogłabym tak wymieniać w nieskończoność.

Myśl o tym, że właściwie dowolny obszar życia da się ulepszyć, korzystając z wiedzy, którą będąc na uniwersytecie, mam (dosłownie!) na wyciągnięcie ręki, potwornie mnie kręci. Fakt, że całą tę wiedzę być może kiedyś uda mi się wykorzystać w praktyce do tego, by czyjeś zdrowie było lepiej chronione, by czekolada miała mniej kalorii, albo by świat był – ogólnie mówiąc – minimalnie lepszym miejscem niż obecnie, robi na mnie wrażenie o wiele większe niż dawniej własne zdjęcia w gazetach. Obcowanie z nauką, rozgryzanie struktury świata, poznawanie mechanizmów, które nim rządzą i pisanie o nich wszystkich na blogu to obecnie takie moje małe-wielkie rzeczy. Rzeczy, które bardzo się dla mnie liczą.  

Ale czemu o tym wszystkim piszę?

Ta notka nie miała być tylko o mnie, bo przecież kobiet, dla których nauka oznacza robienie rzeczy, które są wielkie, ważne i zmieniają fragment rzeczywistości na lepsze, jest o wiele więcej niż tylko pisząca te słowa. Są nas pewnie grube tysiące i dlatego mam wielką przyjemność tworzyć ten wpis we współpracy z L’Oréal, która to firma od 2000 roku prowadzi w Polsce wraz z Polskim Komitetem ds. UNESCO oraz Ministerstwem Nauki i Szkolnictwa Wyższego program stypendialny L’Oréal Dla Kobiet i Nauki. Polega on na udzielaniu wsparcia finansowego kobietom prowadzącym badania naukowe. Na całym świecie wsparcie dzięki niemu uzyskało ponad 2100 wspaniałych badaczek, z czego dwie – Elizabeth Blackburn i Ada Yonath – zostały później nagrodzone Nagrodą Nobla! Pierwsza – za badania nad telomerami, druga – za opisanie struktury i funkcji rybosomów.

Bo wiecie – wielkie rzeczy wielkimi rzeczami, ale finanse to finanse. Muszą się zgadzać.

Kojarzycie tego pana? To Antonio Meucci. Nazwisko pewnie niewiele wam mówi. Meucci jest wynalazcą urządzenia, które miało potencjał, by zrewolucjonizować cały świat. Otóż stworzył on prototyp telefonu. Coś całkiem podobnego do tego, co po latach skonstruował także Graham Bell. Meucci nie miał niestety pieniędzy na to, by opatentować swój wynalazek i mimo tego, że stworzył aparat absolutnie przełomowy, zmarł w biedzie, dodatkowo po przegranym procesie sądowym z Bellem. Jak potoczyłoby się życie Meucciego, gdyby był w stanie sfinansować swoje badania? O kim czytalibyśmy dzisiaj w podręcznikach do fizyki? Nie mnie rozsądzać, ale wiecie… pieniądze w nauce to ważna sprawa.  

Wiedząc o tym, L’Oréal Dla Kobiet i Nauki wyróżnia co roku kilka najbardziej obiecujących badań z zakresu nauk o życiu i przyznaje ich pomysłodawczyniom pieniądze na realizację swoich badań lub do wykorzystania w celach prywatnych.

W tym roku stypendium przyznane zostanie łącznie sześciu kobietom:

  • 1 magistrantce – 20 tysięcy złotych,
  • 2 doktorantkom – po 30 tysięcy złotych,
  • 3 habilitantkom – po 35 tysięcy złotych.

Jeśli tak się składa, że jesteś w trakcie pisania swojej pracy magisterskiej, doktoratu lub habilitacji, sprawdź regulamin przyznawania stypendiów i aplikuj. Jeśli masz koleżankę, która przymierza się do zdobycia tytułu naukowego – podrzuć jej link do tego wpisu. Jeśli jesteś wybrankiem kobiety, która zamiast małej czarnej przywdziewa małe białe rękawiczki, a jej serce skąpane jest w ciekłym azocie – koniecznie daj jej znać o tej akcji!

Być może to właśnie dzięki temu dokona się jakaś naprawdę wielka rzecz!

Wpis powstał we współpracy z marką L’Oréal Polska
Buzi!