Dlaczego koty nie mają kół?

06-03-2016
Nogi, łapy, skrzydła, płetwy, wici, rzęski, przyssawki, macki i pewnie jeszcze dziesiątki innych. Organizmy żywe wykorzystują do przemieszczania się wiele przeróżnych, skomplikowanych i na pierwszy rzut oka zupełnie nieintuicyjnych konstrukcji. Zastanawiało was kiedyś, dlaczego wśród tego bogatego zestawu narzędzi nie ma czegoś tak oczywistego jak koło? Ekhm… Mnie też nie, ale kiedy ktoś w końcu zadał mi to pytanie, nie mogłam przestać nad nim rozmyślać przez kilka następnych tygodni. Bo sami powiedzcie – dlaczego ewolucja nie wykorzystała takiego wspaniałego wynalazku i nie wyposażyła żadnego zwierzęcia w koła? Przecież dzięki nim ruch nie dość że mógłby być wielokrotnie szybszy, to jeszcze wiązałby się z wydatkowaniem mniejszych ilości energii. Przemieszczanie się szybciej i łatwiej plus zysk w postaci mniejszego zapotrzebowania na kalorie? Brzmi wspaniale! To właściwie czemu nie ma żadnych zwierząt, które śmigałyby na kołach?

Ewolucja jest leniwa

No, może nie do końca leniwa, ale na pewno bardzo powolna i nie doprowadza do gwałtownych zmian. Wprowadzenie jakiejkolwiek znaczącej nowości do organizmów żywych zajmować może jej czas liczony w milionach lat. Wszelkie, nawet te drobne, zmiany wprowadzane muszą być stopniowo – zaczynając od bardzo niewielkich przystosowań, które – o ile okażą się przydatne – będą z czasem coraz silniej rozwijane.  

A jak miałoby to wyglądać z kołem?

Próbowaliście kiedyś wyrzeźbić koło? Albo zrobić kulkę z plasteliny? Ten z was, kto podjął się tego zadania wie, że ukształtowanie jakiegoś materiału tak, by był on idealnie okrągły i był w stanie toczyć się bez trudu jest… wcale nie takie proste. A nawet całkiem trudne. Działa trochę na zero-jedynkowej zasadzie: albo uformujesz idealną kulkę, która bez trudu się potoczy, albo spod twoich rączek wyjdzie nieforemny wielościan, który zatrzyma się po kilku centymetrach drogi. Jeśli połączyć tę właściwość koła, czyli fakt, że dopóki nie jest ono niemal zupełnie idealne, pozostaje właściwie niefunkcjonalne i nie chce się obracać, z powolnością i stopniowością ewolucji, otrzymamy mieszankę, która nie może przynieść nam nic dobrego.

Wyobraźcie sobie dzikiego kota, który chciałby zamienić łapy na koła i w jakiś sposób dogadał się z ewolucją, by to zrobić. Jak wyglądałby taki proces? Ewolucja rozpoczęłaby redukcję łap i zakrzywianie ich tak, by przybrały okrągły kształt. Zanim (o ile w ogóle) udałoby jej się uformować kocie kończyny tak, by były one idealnie okrągłe i mogły przetaczać kota zgodnie z jego wolą, minęłyby miliony lat, w trakcie których nasz biedny futrzak byłby niemal całkowicie uziemiony, wystawiony na ataki drapieżników i pozbawiony możliwości sprawnego polowania na jedzenie. Ale to jeszcze nie koniec kłopotów, bo…

Koło potrzebuje osi

No przecież nie mogłoby być tak po prostu przyczepione do ciała kota! W takim układzie, po pierwszych kilku obrotach zerwałoby z niego połowę skóry. Jak więc wprowadzić oś do kota? A co jeszcze lepsze – jak doprowadzić składniki odżywcze koniecznie do zbudowania i utrzymania tej osi i kół? Naczyniami krwionośnymi? Tylko jak poprowadzić i zorganizować naczynia tak, by pozostawały w kontakcie z kołem, a jednocześnie były niewrażliwe na jego obroty i nie musiały wydłużać się i skracać w nieskończoność?

Załóżmy nawet, że w jakiś sposób udałoby nam się ominąć wszelkie przeszkody i doprowadzilibyśmy do tego, że omawiany przez nas dziki kot ma już swoje piękne, w pełni funkcjonalne i idealnie dopasowane koła. Co teraz? Wypuszczamy go na łowy? A próbowaliście kiedyś jechać starym składakiem przez pole z marchewką? Niestety, bez gotowej infrastruktury w postaci płaskich dróg nasz kot skazany byłby tylko na jedno – wstrząs mózgu i obicie narządów wewnętrznych. A co z zimą? Albo pluchą i błotem? Czy koła kota miałyby coś w rodzaju bieżnika, dzięki któremu zwierzak mógłby jeździć nawet po śniegu i mokrych liściach bez wpadania w poślizg?

Ach, no i jest jeszcze jedna sprawa:

Plik_000 (2)

Choć koło to boski wynalazek, który nie tylko pozwoliłby zwierzętom na uzyskanie przewagi, jeśli idzie o prędkość ruchu, ale także o rozrost masy ciała bez strat dla układu kostnego (to, co ciężkie o wiele łatwiej jest przecież toczyć niż dźwigać lub popychać), to jednak cały proces dochodzenia do ewentualnego kołowego poruszania się jest z puntu widzenia ewolucji bezsensowny i niemożliwy do przejścia. Nie ma ani jednego powodu, dla którego presja selekcyjna miałaby faworyzować zwierzęta z zakrzywionymi łapami i ograniczoną zdolnością do ruchu, a właśnie takiej drogi wymagałoby zamienienie kończyn na koła. Stopniowe zmiany ewolucyjne nie miałyby też szans na to, by wytworzyć cały mechanizm towarzyszący kołu, dzięki któremu mogłoby być one wprawiane w ruch.

I choć rozumiem wszystkie te argumenty, to jednak przyznam wam szczerze, że nie przestaję ubolewać. Nie wiem jak dla was, ale dla mnie fakt, że żadne ze zwierząt nie zostało wyposażone w koła, wciąż pozostaje niepowetowaną stratą. No sami powiedzcie, czy nie wyglądałoby to pięknie?

Plik_000 (4)

Buzi!