Teoria ewolucji: 5 najczęściej powtarzanych mitów

17-01-2016
Sensem życia jest jego kontynuowanie. Każdy organizm dąży więc do przekazania swoich genów kolejnym pokoleniom, a każda generacja wyposażana jest w pulę genów nieco różniącą się od tej, w której posiadaniu byli jej rodzice. W związku z tymi zmianami może przejawiać mniejsze lub większe przystosowanie do środowiska, w którym żyje. Jeśli dana zmiana wpłynie korzystnie na zdolność do przetrwania – ot, chociażby kiedy futerko niedźwiedzia polarnego straci pigmentację i stanie się śnieżnobiałe, pozwalając mu na niemal doskonały kamuflaż – będzie częściej przekazywana kolejnym pokoleniom. Jeśli nie – i biedny brązowy niedźwiedź będzie musiał ukrywać się na białym lodowcu – prawdopodobieństwo śmierci i wyeliminowania jego genów z puli wzrośnie. Dzięki temu organizmy coraz lepiej dostosowują się do wymagań środowiska i opanowują jego kolejne nisze. Proste? Całkiem, całkiem.
Choć z dzisiejszej perspektywy założenia ewolucji są dla nas oczywiste, dostrzeżenie jej mechanizmów zajęło ludzkości kilka ładnych tysięcy lat. I choć od ich opisania także minęło niemało, wciąż wokół teorii ewolucji krąży wiele mitów i niejasności i to właśnie o nich porozmawiamy sobie dzisiaj.

Ewolucja to tylko teoria

Zacznijmy od początku. Co to w ogóle znaczy, że teoria ewolucji jest… teorią? Że wciąż nie wiemy, czy jest prawdziwa? A może, że wciąż w grę wchodzą jakieś inne opcje wyjaśniające działanie mechanizmów kształtujących życie? Czy musimy brać ewolucję na serio, skoro to tylko teoria?

No cóż. Znaczenie słowa teoria w nauce bardzo różni się od tego, którym posługujemy się w mowie potocznej. W nauce wszystko zaczyna się od hipotezy i to jej – choć to przewrotne – bardziej odpowiada potoczne rozumienie słowa teoria. Hipoteza to jakieś twierdzenie lub pogląd, co do prawdziwości lub fałszywości którego nie mamy pewności. Prawidłowo sformułowana hipoteza powinna spełniać kryterium falsyfikowalności, czyli być opisana w taki sposób, by dało się przeprowadzić eksperymenty i badania mające na celu jej podważenie i obalenie. Cały ten proces nazywa się testowaniem hipotezy. W momencie (którego określenie jest bardzo płynne), w którym na potwierdzenie hipotezy zbierze się dostatecznie dużo naukowych dowodów i stosując rozsądny tok rozumowania, będziemy mogli przyjąć, że więcej z zebranych dowodów przemawia za prawdziwością danej hipotezy niż za jej fałszywością, hipoteza awansuje do rangi teorii.

Teoria tłumaczy jakiś fragment działania świata, opiera się przy tym na faktach naukowych oraz jest zgodna z aktualnym stanem wiedzy. Tak właściwie w nauce, która z założenia nie lubi się z dogmatami, nie ma w hierarchii twierdzeń niczego ponad teorią. Tak jak teoria ewolucji, teorie heliocentryczna, względności, czy komórkowa wciąż są tylko teoriami. I choć nie można wykluczyć, że kiedyś zostaną one obalone, to biorąc pod uwagę obecny stan wiedzy i gigantyczną liczbę potwierdzających je faktów, nikt rozsądny raczej nie wchodzi z nimi w dyskurs.  

Przetrwają najsilniejsi

Nie, nie i jeszcze raz nie. Weźmy na przykład słonia i mrówkę. Kto jest silniejszy? Oczywiście słoń. Co stanie się ze słoniem, jeśli wepchniemy go pod ziemię i zasypiemy toną piachu? Umrze. Tymczasem słabsza mrówka poradzi sobie w tych samych warunkach doskonale, razem z innymi zbuduje mrowisko i wyda na świat potomstwo liczone w setkach tysięcy. Najsilniejszy słoń polegnie więc sromotnie w starciu z najsłabszą mrówką.

Koncepcja Darwina została w potocznej polszczyźnie przeinaczona – po angielsku głoszona przez niego zasada brzmi survival of the fittest, co tłumaczy się jako przetrwanie najlepiej dostosowanych, a nie wykazujących się największą siłą. Najlepiej poradzą więc sobie nie ci, którzy odznaczają się największym obwodem bicepsu, ale ci, którzy są w posiadaniu cech, dzięki którym mogą w najlepszy sposób korzystać z zasobów środowiska, a także najefektywniej chronić się przed konkurentami i pasożytami.  

Człowiek jest zwieńczeniem i szczytowym osiągnięciem ewolucji

I tak, i nie. Każde żyjące obecnie stworzenie, od najpierwotniejszych archeonów i bakterii, aż po najinteligentniejsze ptaki i naczelne, jest królem na swojej własnej gałęzi rozwoju. Gdyby było inaczej i dany organizm przegrałby walkę o jak najlepsze dostosowanie się, po prostu nie byłoby go już na tym świecie. Każdy z milionów gatunków żywych stworzeń, które stąpają, pływają, wyrastają, latają, pełzają i osiadają na tej ziemi, jest więc absolutnym zwycięzcą i może nazwać się mistrzem dostosowania do warunków.

IMG_3370

 

Skoro jest kot i jest pies, to gdzie w takim razie… kotopies?

Rozmawiałam kiedyś z Krysią, która wyraziła w rozmowie swoje wątpliwości, co do tego, czy teoria ewolucji w ogóle ma sens. Stwierdziła, że skoro jedne organizmy ewoluują z drugich, to dlaczego w przyrodzie nie ma form pośrednich, które łączyłyby w sobie trochę cech jednego gatunku i trochę drugiego. Skoro koń i pies mają wspólnego przodka, to gdzie szukać koniopsa? No właśnie.

Jeśli chcielibyśmy wyobrazić sobie postęp ewolucji, nie przybrałby on formy prostej linii, w której – niczym jak na osi czasu – jedne organizmy przekształcają się w drugie. Tym, co najlepiej obrazuje charakter ewolucji jest drzewo.

Tak w uproszczeniu wygląda drzewo filogenetyczne, czyli schemat ukazujący, skąd wywodzą się poszczególne linie rozwojowe wszystkich poznanych stworzeń. I choć za sprawą horyzontalnego transferu genów (o którym pisałam przy okazji antybiotyków) oraz analiz sekwencji DNA i RNA, które od niedawna potrafimy przekazać, jeko koncepcja trochę się zdezaktualizowała, a być może za jakiś czas odejdzie do lamusa, wciąż dla średniozaawansowanego pasjonata przyrody, czy laika jest świetnym źródłem ukazującym pokrewieństwa i różnice między różnymi gatunkami.

Tak w uproszczeniu wygląda drzewo filogenetyczne, czyli schemat ukazujący, skąd wywodzą się poszczególne linie rozwojowe wszystkich poznanych stworzeń. I choć za sprawą horyzontalnego transferu genów (o którym pisałam przy okazji antybiotyków) oraz analiz sekwencji DNA i RNA, które od niedawna potrafimy wykonywać, jego koncepcja trochę się zdezaktualizowała, a być może za jakiś czas odejdzie do lamusa, wciąż dla średnio zaawansowanego pasjonata przyrody, czy laika jest świetnym źródłem ukazującym pokrewieństwa między różnymi grupami organizmów. Źródło: klik.

Wracając do wysuniętego przez Krysię przykładu z koniopsem – koń i pies wprawdzie wywodzą się z tego samego konara, jednak każde ze zwierząt urzęduje na swojej własnej, osobnej gałęzi. Patrząc na drzewo, nie doszukujemy się niczego w przestrzeni pomiędzy kolejnymi gałęziami, po prostu widzimy, że jest ona pusta. Na tej samej zasadzie, spoglądając na drzewo genealogiczne naszej rodziny, nie będziemy doszukiwać się istnienia jakiegoś dziwnego pośredniego stworzenia pomiędzy nami, a naszym kuzynostwem. Naszym ostatnim wspólnym przodkiem będzie w tym wypadku któryś z dziadków, po którym to konar rozgałęzi się, a losy każdego potomka potoczą się swoją drogą.

 

Ewolucja tłumaczy, skąd wzięło się życie i stoi w opozycji do kreacjonizmu

Nie. Zagadnieniem tego, jak mogło w ogóle dojść do powstania życia na Ziemi, teoria ewolucji nie zajmuje się w ogóle. Przedmiotem zainteresowania ewolucjonistów są mechanizmy, które doprowadziły do tego, że życie dzisiaj wygląda tak jak wygląda. Z tego względu nigdy nie rozumiałam konfliktu, który toczą ze sobą ewolucjoniści i kreacjoniści. Przecież te dwa stanowiska – przynajmniej z punktu widzenia osób wierzących – doskonale się uzupełniają. Kreacjonizm odpowiada na pytanie kto?, natomiast ewolucja – jak? 

Choć to zadziwiające, bez umieszczenia danych zjawisk w ewolucyjnym kontekście, niemal nic w biologii nie miałoby większego sensu. Ani powstanie, ani podtrzymywanie, ani kontynuowanie i ulepszanie życia nie byłoby w żaden sposób uzasadnione. Z punktu widzenia ewolucji życie najmądrzejszego człowieka nie różni się za bardzo od życia najpierwotniejszej bakterii – sensem trwania i pierwszego, i drugiego jest przecież tylko przekazanie swoich genów kolejnemu pokoleniu. I wiecie co? Czasami sama już nie wiem, czy cała ta uniwersalność ewolucji jest piękna, czy może raczej przerażająca. I pewnie właśnie dlatego pozostaje tak ciekawa:)

Buzi!