Kiedy ciało zdradza emocje: skąd się biorą rumieńce, motylki w brzuchu i dlaczego pocą nam się dłonie?

13-12-2015
Robimy to niemal każdego dnia. Złościmy się, próbujemy udawać, że wszystko jest okej, że nie jesteśmy zdenerwowani, podekscytowani, ani smutni. Oszukujemy siebie i innych, nasze ciała doskonale potrafią jednak obejść niemal każde nasze kłamstwo i zasygnalizować emocje, które naprawdę nam towarzyszą. Tylko… po co to wszystko? Dlaczego naturze zależało na tym, byśmy płonęli rumieńcem, gdy czujemy się zażenowani, albo nadmiernie pocili się przed stresującym wydarzeniem? Czy wszystkie te reakcje są nam w ogóle potrzebne, czy może raczej funkcjonują jako niezamierzony skutek uboczny działania naszych organizmów? Rozsiądźcie się wygodnie, poprawcie grzywki i zabierajcie się do czytania!

Rumieńce

Wiecie, co Darwin powiedział o rumieńcach? Że jest to najbardziej szczególna i najbardziej ludzka ekspresja ze wszystkich. I miał w tym mnóstwo racji – ewolucja prawem do posiadania rumieńców obdarzyła bowiem tylko nas. Żadne inne zwierzę nie robi się czerwone pod wpływem silnych emocji, takich jak wstyd, zażenowanie, czy podekscytowanie.

Rumieńce pojawiają się na naszych twarzach na skutek wyrzutu adrenaliny, który tylko u ludzi, oprócz typowych dla siebie reakcji, wywołuje także rozszerzenie naczyń krwionośnych w skórze policzków. Wzmożony przepływ krwi skutkuje jej różowawym zabarwieniem oraz uczuciem uderzenia gorąca i płonącej buzi.

Wciąż nie do końca wiemy, po co nam rumieńce, ale wszystko wskazuje na to, że spełniają one funkcję wyłącznie w odniesieniu do naszych społecznych relacji. Jako że rozwinęliśmy mowę, którą często możemy maskować prawdziwe emocje, całkiem przydatny wydaje się być mechanizmu zdradzający, czy to, co mówimy jest zgodnie z tym, co czujemy. Dzięki rumieńcom łatwiej jest nam odczuwać empatię, czy żal w stosunku do innych, nawet gdy bezpośrednio nie przyznają się oni do własnych uczuć. Możemy w ten sposób łatwo i szybko rozszyfrować zarówno, co czuje dana osoba, jak również czy to, co mówi jest prawdą lub kłamstwem.

Motylki w brzuchu

Ja odczuwam je właściwie wyłącznie na widok pełnego słoika nutelci, ale jeśli kiedyś przytrafiło wam być się zakochanym, doskonale wiecie, co to za uczucie.

Motylki w brzuchu pojawiają się na skutek wyrzutu adrenaliny, który ma miejsce po tym, jak zobaczymy lub przypomnimy sobie ukochaną osobę. Adrenalina natomiast, jako hormon walki i ucieczki, przygotowuje nas organizm do wysiłku, wstrzymując przepływ krwi do układu trawiennego i inicjując jej wzmożone pompowanie do mięśni, które mogą jej potrzebować, na wypadek gdyby wydarzyło się coś groźnego. Odpływowi krwi towarzyszy uczucie zwinięcia się żołądka w supeł, które zakochani odczytują właśnie jako motylki.

IMG_2901

Fakt, że zakochani odczytują to wrażenie jako przyjemne (mimo że technicznie rzecz biorąc nie za bardzo różni się ono od kłucia w żołądku, które odczuwamy w silnym stresie) może być związany z faktem, że miłość bardzo miesza w naszych mózgach i znacząco obniża próg, od którego zaczynamy odczuwać przyjemność. Będąc zakochanymi, świat wokół nas nie staje się piękniejszy. To po prostu nasze mózgi łatwiej poczytują sobie przeciętne lub nawet niemiłe doznania za przyjemne.  

Spocone dłonie

Mi akurat obce jest to uczucie, choć prawdopodobnie jestem wyjątkiem – pocenie się dłoni w sytuacjach stresowych jest warunkowane genetycznie i dziedziczone w sposób dominujący. Niemniej, jeśli nie zdarzyło wam się poczuć, jak wasze dłonie w nerwowej sytuacji robią się wilgotne, na pewno mieliście kiedyś okazję uściśnięcia ręki kogoś, kto najwyraźniej przed spotkaniem z wami bardzo się zdenerwował. Dzisiaj poczytujemy sobie to raczej za doświadczenie nieprzyjemne i wstydliwe, możliwe jednak, że w dawniejszych czasach pocenie się dłoni i stóp niejednokrotnie uratowało nam życie. Ale od początku.

Praktycznie cała skóra człowieka pokryta jest gruczołami potowymi i szacuje się, że łącznie mamy ich kilka (od około 4 do 8) milionów. Ogólnie rzecz biorąc, można je podzielić na dwa rodzaje:

  • gruczoły apokrynowe, których komórki gromadzą wydzielane substancje w swojej szczytowej części, a następnie odrywają je razem z fragmentami własnej cytoplazmy. Tego typu gruczołów jest najwięcej pod pachami i w okolicach genitaliów. Nie są one aktywne przed osiągnięciem dojrzałości płciowej i wydzielają swoją zawartość do okolic mieszków włosowych, a nie bezpośrednio na skórę. Wydzielina gruczołów apokrynowych u ssaków jest dość gęsta i zawiera w sobie feromony oraz szereg substancji, które po rozkładzie przez zamieszkujące skórę drożdże i bakterie, zaczynają brzydko pachnieć.
  • gruczołu ekrynowe, które substancje wydzielają bezpośrednio do otaczającego środowiska, czyli w naszym wypadku na powierzchnię skóry. Te występują praktycznie na całej powierzchni naszego ciała, ale w największym zagęszczeniu na dłoniach i stopach. Ich wydzielina pachnie słabiej, nawet po tym, kiedy zajmą się nią już bakterie, jest bardziej wodnista i nie zawiera w sobie feromonów.

Gruczoły potowe są – oczywiście – pobudzane do pracy, gdy temperatura naszego ciała zaczyna się podnosić. Przy wzmożonym wysiłku do pracy aktywowane są obydwa rodzaje gruczołów – i apokrynowe, i ekrynowe. Jeśli natomiast mamy do czynienia z silnymi emocjami, współczulny układ nerwowy (czyli ten odpowiedzialny za walkę i ucieczkę) wysyła natomiast sygnały jedynie do gruczołów ekrynowych. Po co? Teorii jest kilka, ale ta najbardziej wiarygodna mówi o tym, że wzmożona sekrecja potu umożliwiała naszym przodkom sprawniejszą ucieczkę przed zagrożeniem. Wilgotne stopy i dłonie to większe tarcie stawiane np. przy wspinaczce na drzewa lub ucieczce przez las, a to oznacza większą stabilność i ostateczną szansę na przeżycie. 

Kiedy następnym razem będziesz stresować się przed ważną prezentacją, pomyśl o tym w ten sposób:

IMG_2903

Natura chce przecież tylko twojego dobra.

Buzi!