Dlaczego promieniowanie UV jest złe, czyli o tym, co słońce robi z naszą skórą

Wszystkie już to słyszałyśmy i doskonale wiemy, że latem nasza twarz powinna być non stop zaciapana kremem z filtrem, że powinnyśmy opalać się jedynie w cieniu i po dwudziestej pierwszej, a tak właściwie najlepiej byłoby wyjechać na wakacje na drugą półkulę, by móc doświadczyć zimy i braku szkodliwego promieniowania UV. Jakby nie było, to wszystko z grubsza prawda, ale zastanawiałyście się kiedyś

…dlaczego to całe UV nam szkodzi?

Journal - 18

Promieniowanie słoneczne składa się z kilku promieniowań o różnych długościach fal. Jedną z tych składowych jest niedostrzegalne dla ludzkiego oka promieniowanie UV, które dzieli się na trzy typy:

  • UVA – o fali najdłuższej, ale niosącej ze sobą najmniej energii. To ono stanowi największą część promieniowania, z którym mamy do czynienia na powierzchni Ziemi.
  • UVB – pośrednie – zarówno jeśli idzie o długość fali, jak i energię, którą ze sobą niesie,
  • UVC – o najkrótszej fali i największej ilości energii. To właśnie ono jest najbardziej szkodliwe ze wszystkich, ale nie musimy się nim martwić, ponieważ jest praktycznie w całości zatrzymywane przez atmosferę (całuski dla warstwy ozonowej!).

 

Fale ultrafioletowe niosą ze sobą na tyle dużo energii, że są w stanie wzbudzać cząsteczki budujące nasze organizmy oraz powodować rozrywanie wiązań chemicznych, które je spajają. Oznacza to, że elementy budujące nasze komórki, pod wpływem zbyt dużej ekspozycji na ultrafiolet, zmieniają swoją normalną strukturę, rozpadają się i przestają być zdolne do prawidłowego wykonywania swoich funkcji. UV powoduje też powstawanie w skórze tzw. wolnych rodników.

 

Czym są rodniki?
W kosmetyce rodnikami nazywa się reaktywne formy tlenu. Rodnikowy tlen pozbawiony jest jednego elektronu i dąży do tego, by jak najszybciej go odzyskać. Zaczyna więc przyłączać się gdzie popadnie, także do elementów, w których nie powinno go być, uszkadzając struktury komórkowe. Może przyłączać się np. do DNA, wywołując mutacje i zaburzając funkcjonowanie całej komórki.

Jeśli wystawimy naszą skórę na zbyt mocne słońce i zafundujemy jej ultrafioletowy seans grozy, w komórkach zajdzie na tyle dużo uszkodzeń (głównie tych związanych ze strukturą mitochondriów i DNA), że przełączą się one na tryb apoptozy, czyli programowanej śmierci. Brzmi strasznie, ale apoptoza jest tak naprawdę jednym z naszych głównych sprzymierzeńców w walce z rakiem – z punktu widzenia całego organizmu lepiej jest wyeliminować komórki z uszkodzonym DNA niż dopuścić do ich podziału i wzrostu. Po kilku dniach obumarłe komórki rozpoznacie jako płaty skóry złażącej z pleców, lub – jeszcze gorzej – wypełnione płynem bąble.

 

Fotostarzenie skóry
Przy częstej i nadmiernej ekspozycji na słońce, w skórze może dochodzić do wielu drobnych zmian, które skumulowane prowadzą do jej przedwczesnego starzenia. Promieniowanie UV ma w sobie na tyle dużo energii, że może niszczyć kolagen i inne białka stanowiące rusztowanie dla skóry, prowadząc do jej zwłóknienia, zwiotczenia i wysuszenia. Osłabia ono także ściany drobnych naczyń krwionośnych, wywołując ich nadmierne rozciągnięcie i pofałdowanie, utrudniając tym samym dostawy substancji odżywczych do skóry.

 

Opalenizna jest tak naprawdę mechanizmem obronnym, który zabezpiecza nas przed ultrafioletem

Journal - 17

 

Dlaczego pod wpływem słońca stajemy się coraz bardziej brązowi? Dlatego, że nasza skóra wyposażona jest w melanocyty, czyli specjalne komórki, które potrafią wykrywać promieniowanie UV i w odpowiedzi na nie produkować specjalny barwnik – melaninę. To właśnie ona nadaje kolor nie tylko naszej skórze, ale też włosom, czy tęczówkom. Specyficzną cechą melaniny jest jej zdolność do pochłaniania promieni UV i tym samym zabezpieczania nas przed jego większą ilością. W procesie opalania chodzi więc nie tylko o to, by wyglądać jak wczesna Doda, ale też zabezpieczyć skórę na przyszłość i przygotować ją na kolejne kąpiele słoneczne.

W skrócie – im ciemniejsza twoja skóra, tym więcej jest w niej melaniny, a im więcej melaniny, tym więcej promieniowania absorbuje barwnik, zabezpieczając komórki przed uszkodzeniami.

To właśnie dlatego na samym początku lata zaleca się stopniowe wydłużanie czasu przebywania na słońcu – dzięki temu można dać skórze chwilę na to, by wyprodukowała dostateczną ilość melaniny i zdążyła zabezpieczyć się przed przyjęciem kolejnej dawki ultrafioletu.

 

To po co mi te filtry?

Jesteśmy biali, a to oznacza, że nasze melanocyty nie są aż tak aktywne jak chociażby u Afrykanów, czy Afroamerykanów i nie są w stanie wyprodukować na tyle dużo melaniny, by w całości zabezpieczyć nas przed ultrafioletem. Potrzebują wsparcia. Kremy z filtrem zawierają dwa rodzaje substancji, które pomagają skórze uporać się z UV:

  • filtry fizyczne, czyli takie, które działają jak malutkie lustra i odbijają docierające do skóry promieniowanie UV (do tej grupy zalicza się np. tlenek cynku, czy dwutlenek tytanu – to właśnie one odpowiedzialne są za ten nieprzyjemny biały film, który pozostaje na skórze po nałożeniu kremu),
  • filtry chemiczne, czyli takie, które naśladują działanie melaniny i absorbują promieniowanie ultrafioletowe.

Journal - 19

 

Jak sami widzicie, ultrafiolet potrafi poczynić w naszym ciele niemal tyle spustoszenia, co szafiarki na promocji w Zarze. Mam jednak nadzieję, że tego lata nie dacie się złowrogim promieniom i za rok zobaczymy się tak samo jędrni jak dziś!

Buzi!