Co mówią ryby i czy naprawdę nie mają głosu? Idziemy do laboratorium!

05-03-2015

Zastanawialiście się kiedyś, co takiego dzieje się za drzwiami sterylnych laboratoriów? Jak wyglądają miejsca, w których amerykańscy naukowcy spędzają pół życia, po to, by ludzkość nie zrozumiała i przeinaczyła wyniki ich wieloletniej pracy, a następnie zbojkotowała szczepionki, in vitro i GMO? Jeśli tak, to wyśmienicie się składa, ponieważ postanowiłam wprowadzić na bloga cykl wpisów, w których pokażę wam, czym zajmuję się na co dzień na uczelni. Będziemy podziwiać kolorowe probówki ze śmiercionośnymi substancjami, słodkie zwierzątka z miękkim futerkiem, śmierdzące zwierzątka w formalnie i bez głów, a także zabójcze wirusy, zmutowane bakterie, wszystkożerne enzymy i inne fascynujące cząsteczki! Gwarantuję wam mnóstwo emocji!

Zakładajcie fartuchy i… zaczynamy!

Na pierwszy ogień bierzemy je. Śmierdzące, ościste i śliskie. Ryby. Ja też zawsze myślałam, że nie ma w nich niczego uroczego, tymczasem niedawno dowiedziałam się, że wbrew chodzącym po mieście plotkom, mają one głos! No, prawie, bo wiecie…

Z rybami jest jak z ludźmi

Niektórym do porozumiewania się wystarczy stara nokia. Dzwoni? Dzwoni. Jednak są wśród nas i tacy, którzy zadowalają się wyłącznie złotymi iPhone’ami w etui z kryształkami Swarovskiego.

Podobnie ryby – większość z nich wie, co takiego dzieje się wokół dzięki kanalikowi biegnącemu wzdłuż ciała, który odbiera drgania wody. Kanalik ten to taki rybny odpowiednik naszej nokii 3310. Niby można z tego dzwonić, ale trochę wstyd wyciągać przy znajomych. Dlatego też co bardziej hipsterskie ryby wytworzyły swoistego iPhone’a wśród zmysłów, a mianowicie zmysł elektryczny. Dzięki niemu wysyłają i odbierają z otoczenia impulsy elektryczne, które informują je o tym, co dzieje się na mieście.

Jak sprawdzić, co mówi ryba?

rzeczy2

Tak naprawdę potrzeba jeszcze paru innych urządzeń, które odbierają i przetwarzają impulsy z elektrody, ale nie potrafię ich nawet nazwać, a co dopiero narysować.

Po co to wszystko? Chcemy zbadać, czy to, co mówi ryba, zależy od jej samopoczucia i warunków wokół. Innymi – bardziej naukowymi – słowy, czy częstotliwość wysyłanych przez nią impulsów elektrycznych i ich amplituda będzie się zmieniać w zależności od stanu zwierzątka i warunków środowiska.

Wyluzowana ryba

Okej. Zanim przejdziemy do rzeczy, musimy mieć jakiś punkt odniesienia. Sprawdźmy zatem, co mówi wyluzowana ryba. To z tym wynikiem będziemy porównywać wszystkie późniejsze pomiary.

1

Próba kontrolna. Ryba w warunkach bezstresowych. Żółta ramka ilustruje jak często i jak natężone impulsy elektryczne wysyła rybka. Ta ramka jest ważna. Zwracajcie na nią uwagę.

Przestraszona ryba

Ciekawiło mnie, czy wystraszona ryba zamiera ze strachu, czy raczej krzyczy wniebogłosy. Postanowiłam dlatego  przyprawić ją niemal o zawał. Do tego niecnego czynu wykorzystałam szklaną rurkę – goniłam nią po akwarium za rybą i starałam się jej dotykać. Co na to ryba?

kijek

Jak widzicie (albo i nie:) w żółtej ramce, częstotliwość wysyłanych impulsów wzrosła. Ich amplituda także. Oznacza to, że ryba w zagrożeniu krzyczy do innych, by dać im znać, że coś jest nie tak. 

Ryba na imprezie

A co stanie się, gdy przedstawimy sobie dwie ryby? Ta część doświadczenia interesowała mnie najbardziej, bo okazało się, że ryby – zupełnie jak ludzie – kompletnie inaczej reagują na osobników, z którymi miały okazję się zapoznać i na tych, którzy są im obcy.

Wariant pierwszy. Rybo, to ryba. Druga rybo, to pierwsza ryba.

ribi

Ryby, które dopiero się poznają i nie czują się do końca bezpiecznie w towarzystwie, zaczynają wysyłać mnóstwo impulsów, by zebrać jak najwięcej informacji o nowo poznanym osobniku. 

Wariant drugi. Ryby znają się jak łyse konie.

2

Ryby, które znają się i nie czują zagrożone wzajemnym towarzystwem dostosowują własne impulsy tak, aby nie zakłócać tych wysyłanych przez towarzysza. Zwróćcie uwagę na żółtą ramkę. Widać na niej, ze ryby pikają w taki sposób, aby nie wchodzić sobie w drogę. To tak jak z radiem – jeśli RMF i Zet nadawałyby na tych samych falach, nie byłoby niczego słychać. Jeśli wybiorą inne częstotliwości – zarówno jedna jak i druga ryba będzie słyszalna dla pozostałych!

No. To następnym razem przy piątkowym obiedzie poproszę o minutę zadumy i ciszy na cześć wszystkich tych uroczych zwierzątek. Być może ryba, która wylądowała na waszym talerzu miała bogate życie towarzyskie. Być może zjadacie ją z jej własnym iPhonem. Być może chciała wam o czymś powiedzieć, ale nie zdążyła.

Już nigdy się tego nie dowiecie.

Buzi!