7 rzeczy, które powinnaś wiedzieć, by odsiać pseudonaukowe rewelacje od rzetelnych informacji

Tak jak i u was, moją głowę często zaprzątają szczególnie ważkie myśli. Czy powinnam przejść na pięciodniowy detoks na soku buraczanym? Skąd mój szampon wie, czy nakładam go na końcówki, czy nasadę włosów? Dlaczego, mimo wykonywania regularnych ćwiczeń, nie mam jeszcze pupy jak Beyonce? Odpowiedzi na te i wiele innych pytań szukam u źródeł mądrości, jaką na przestrzeni wieków udało się posiąść wszystkim cywilizacjom – w internecie. Częstokroć doświadczam przy tym stanu irytacji, a czasem wręcz od czytania wszystkich tych bzdur trafia mnie szlag.

Dlatego też przygotowałam dla was dzisiaj krótki poradnik o tym, jak nie dać się omamić i wiedzieć, kiedy artykuły o zdrowiu i urodzie są poparte naukowymi dowodami, a kiedy zaś ich podstawy są równie chwiejne jak nastroje Britney Spears.

1. Twoje ciało nie działa jak cep

W szkole uczyli nas, że ciało składa się z komórek, a komórki to takie cegiełki zlepione cementem z krwi, kości i skóry. Trochę nas przy tym oszukali. Komórka to jedna z najbardziej skomplikowanych i zaawansowanych maszyn, jakie widział ten świat. Jest w stanie sama sterować swoją działalnością, mnożyć się oraz wiedzieć, co, w jakiej ilości i o której godzinie przyswoić lub wyprodukować. Znajdują się w niej szufladki przechowujące i powielające informacje, produkujące energię i wydzielające substancje o tak skomplikowanej budowie, że dotychczas nie udało się ich odtworzyć w żadnym laboratorium. To kontrowersyjna teza, ale pokuszę się nawet o twierdzenie, że wszystkie mechanizmy i reakcje zachodzące we wnętrzu tej niepozornej grudki są bardziej perfekcyjne niż Małgorzata Rozenek.

 

1066204-Wystawa-The-Human-Body

 

Do czego zmierzam? Otóż organizm nie działa jak cep, a zarządzanie całą tą skomplikowaną maszynerią jest kosmicznie skomplikowane. Uczulam was dlatego na wszelkie skrajne uproszczenia i podejrzanie łatwe rozwiązania. Ot, choćby mówienie o tym, że jakiś pojedynczy czynnik może mieć na organizm kolosalny wpływ jest albo głupotą i niedouczeniem, albo przekłamaniem. Nie ma magicznych owoców, które walczą z rakiem, ani złych cząsteczek, które byłyby jego wyłączną przyczyną. Po posmarowaniu twarzy kremem z magicznym indonezyjskim błotem, nie znikną ci zmarszczki, a jeśli nałożysz odżywkę na końcówki włosów, nie spowodujesz tym samym ich porostu. DNA z jedzenia nie wbuduje się do wnętrza twoich komórek, a plasterki na stopy nie są zdolne do tego, by wyssać z twojej wątroby toksyny.

2. Publikacje naukowe nie są seksi

Blah Blah Blah, 2008, ink on paper, 11 x 8.5 inches

To dzieła pisane ciężkim i niezrozumiałym językiem. Mnóstwo w nich topornych liczb, przypisów, zagmatwanych objaśnień, skomplikowanych terminów i specyficznych dla świata nauki smaczków. Aby doniesienia naukowców mogły pojawić się na łamach portali o zdrowiu, polityce, mydle i powidle oraz zawitać w rubryczce Zdrowie&Ty w Pani domu, muszą przejść naprawdę niezły lifting. Są skrajnie upraszczane, opatrywane chwytliwymi tytułami i formułowane tak, by aż prosiły cię: kliknij we mnie!.

Dla przykładu: na pewnym portalu ukazał się kiedyś rewelacja o tym, że picie wina zmniejsza ryzyko wystąpienia raka. Fajnie, prawda? Dolej sobie jeszcze lampkę, no przecież piszą, że to zdrowe! W rzeczywistości jednak opisywane doświadczenie wyglądało w ten sposób, że wyciągiem ze skórki winogron (którego przecież nie pijemy), potraktowano wyizolowane, sztucznie wyhodowane w laboratorium komórki nowotworowe (które przecież nie są częścią ludzkiego organizmu), po czym zaobserwowano zahamowanie ich wzrostu i namnażania. Wino i tkanka nowotworowa w ciele człowieka, powiadasz? Być może są jakoś powiązane, jednak doświadczenie naukowców nie mówiło na ten temat kompletnie NIC. Gdy czytasz takie rewelacje, zawsze zastanawiaj się, w jaki sposób mogło przebiegać doświadczenie i czy aby czasem autora tekstu nie poniosła redaktorska fantazja.

3. Korelacja to nie to samo, co przyczyna

Korelacja oznacza, że jakieś zjawiska występują razem. Przyczyna natomiast mówi o tym, że jedno zjawisko nie będzie mieć miejsca do czasu wystąpienia drugiego. To kolosalna różnica. Wykazanie korelacji jest dość proste, ponieważ mamy na świecie mnóstwo zjawisk, które współwystępują ze sobą ot tak, bez żadnej przyczyny. Przypuszczam, że wykazanie korelacji pomiędzy wzrostem popularności Justina Biebera, a zachorowalnością na raka w Kongo, byłoby całkiem proste. Udowodnienie związku przyczynowo – skutkowego jest natomiast sztuką większą niż dotrwanie do napisów końcowych Miłości na bogato. Wymaga ono przeprowadzenia doświadczeń w taki sposób, by z całej puli czynników oddziałujących na jakiś układ, wyizolować tylko te, które mają ze sobą cokolwiek wspólnego. Biorąc pod uwagę fakt, że w każdym żywym organizmie i otaczającej nas przestrzeni nieustannie dzieje się więcej niż na Marszu Niepodległości, to niewyobrażalnie trudne zadanie.

Warto więc zwracać uwagę na to, czy w czytanych przez nas opracowaniach mamy do czynienia z informacją w rodzaju „Wykazano, że Straszna Rzecz i Złowieszczo Brzmiące Zjawisko są ze sobą powiązane!”, czy raczej „Przyczyną zjawiska X jest Y”. Z naukowego punktu widzenia te drugie są o wiele ciekawsze i bardziej wartościowe.

4. Egzotyczne nie znaczy lepsze

Przechwytywanie-w-trybie-pełnoekranowym-2014-09-29-110830

Jagody goji, nasiona chia, arktyczne glony, kopyta bizona i inne, o których pisałam między innymi tutaj. Produkty, których obco brzmiące i intrygujące nazwy mają nas zainteresować i zasugerować, że oto mamy do czynienia z dotychczas nieznanym ludzkości magicznym specyfikiem. Łatwo wtedy zapomnieć, że słonecznik, buraki i marchewka – mimo że także pełne zdrowych tłuszczy, dobroczynnych minerałów i cudownych właściwości – są po prostu zbyt swojskie, tanie i łatwo dostępne, by oddziaływać na wyobraźnię europejskich konsumentów. O wiele lepiej brzmi przecież:

Nasiona Chia – sekret zdrowia i urody, z którego dobroczynnych właściwości korzystali już pradawni Aztekowie!

niż:

Cebula – niezawodna w walce z chrapliwym kaszlem! Poznaj ukrytą moc, z której korzystały już średniowieczne baby z Pcimia! 

5. Diety cud nie są cudowne

Tak wiem, już to słyszałaś. A mimo tego wciąż kusi cię przejście na rewelacyjną dietę oczyszczającą organizm w trzy dni. Dlatego powtórzę jeszcze raz: wszystkie te szaleństwa i pseudonaukowe rewelacje, które co sezon mają swoje pięć minut na blogaskach i w kolorowej prasie, w 99% przypadków są wyciągnięte wprost z otchłani czterech liter Kim Kardashian. Dieta jabłkowa, dieta kapuściana, dieta pomidorowa, dieta bez glutenu, bez pszenicy, bez DNA i bez rozumu.

Jestem daleka od zabraniania czegokolwiek komukolwiek – możesz być na każdej diecie jaką tylko sobie wymarzysz. Jednak to, że czujesz się po niej lepiej nie jest jeszcze naukowym dowodem na zasadność jej stosowania. Być może oprócz przejścia na dietę, zaczęłaś się także ruszać, albo w dobre samopoczucie wprawia cię już sam fakt, że dbasz o to, co ląduje na talerzu i spożywasz posiłki w regularnych odstępach czasu. To twoje subiektywne odczucia, a nie obiektywne fakty, którymi operuje nauka. Odczucia twojej przyjaciółki i użytkowniczek forum wizażu także nie są naukową prawdą objawioną.

6. Nie każda suplementacja jest dobra

pills on hand

A najczęściej jest wręcz kompletnie niepotrzebna. Witaminowe suplementy przydają się przede wszystkim kobietom w i tuż po ciąży, osobom starszym albo przechodzącym przez ciężkie lub przewlekłe choroby. W każdym innym wypadku naprawdę trudno jest dorobić się niedoborów witamin (no, może z wyjątkiem witaminy D) – porzuciliśmy już jaskinie, nie musimy gonić jedzenia, sklepowe półki przez cały rok aż uginają się od warzyw i owoców, a zróżnicowana żywność jest dostępna w normalnych cenach. Druga sprawa to jakość suplementów – często wątpliwa i praktycznie niemożliwa do zweryfikowania, ponieważ produkty te nie są lekami, w związku z czym nie przechodzą wyśrubowanych kontroli.

Jeśli więc mimo dobrej diety, wciąż borykasz się z wypadającym włosiem, przesuszoną skórą, wypryskami, uczuleniami i innymi niespodziankami, zamiast w drogerii i na allegro, rozwiązania swoich problemów poszukaj u lekarza. Kartka z wynikiem podstawowych badań krwi powie ci o wiele więcej na temat stanu twojego zdrowia niż wpis o magicznej mocy ziołowych tabletek na szafiarskim blogu.

7. Jeśli jakiegoś wyniku nie da się powtórzyć, można wyrzucić go do kosza

waste bin

Prawdziwa nauka nie jest hurraoptymistyczna i zanim zacznie obsypywać naukowców konfetti i brokatem, wymaga od nich, by wielokrotnie powtarzali swoje doświadczenia. Między innymi z tego powodu rewelacje o szkodliwym wpływie glutenu od początku śmierdziały starym trampkiem wielkiej ściemy – badania, które rzekomo potwierdzały szkodliwy wpływ tej mieszaniny białek na organizm osób nie chorujących na celiakię przeprowadzono tylko jeden raz. W jednym laboratorium, pod nadzorem jednego naukowca. Ich wyników póki co nie udało się powtórzyć.  EDIT PO 9 MIESIĄCACH: dowiedziono, że nieceliakalna nietolerancja glutenu (NNG) faktycznie istnieje. Niemniej, wciąż nie wiadomo, jak wiele osób na nią cierpi i jak precyzyjnie i jednoznacznie diagnozować ją, mając jednocześnie pewność, że nie pomylono tego schorzenia z inną nietolerancją, czy alergią. Szacuje się, że spośród wszystkich osób, które deklarują u siebie NNG, tylko 25% faktycznie ją ma.

Wszystkie tego typu nowinki trzeba więc traktować z ogromnym dystansem. Dopóki dane doświadczenie nie da tych samych wyników w większej ilości niezależnych od siebie laboratoriów, nie można mówić o udowodnionych prawidłowościach i naukowych podstawach wspierających jakieś tezy. Jeśli więc widzisz gdzieś artykuł zachwalający nową dietę/rodzaj ćwiczeń/sposób pielęgnacji/cokolwiek, poczekaj i po kilku miesiącach sprawdź, czy wyniki badań nadal faktycznie potwierdzają taką nowinkę. Bądź jak Cruella de Mon i wszelkie wcześniejsze piski zachwytu traktuj z chłodem i dystansem.

Miałam kiedyś sen. Śniło mi się, że żyłam w idealnym świecie, bez wojen, śmierdzących tramwajów i zakłamanych, pseudonaukowych artykułów w internecie. Mam nadzieję, że dzięki temu wpisowi, uczynię wasze życie choć trochę lepszym.

A jutro wezmę się za tramwaje!

Buzi!

Przeczytaj też:

Gdzie się kryje GMO? 5 zmodyfikowanych produktów, z którymi zetknąłeś się w tym tygodniu

Czy kosmetyki muszą zawierać konserwanty?

Apteczne specyfiki na piękną skórę