Ekstrakt z kopyta bizona, czyli egzotyczna nazwa dźwignią handlu

29-09-2014

Od jakiegoś czasu non stop słyszę w radiu pewną reklamę, w której Krystyna Czubówna zachwala preparat wspomagający naczynia krwionośne słowami Oprócz diosminy i hesperydyny, zawiera także ekstrakt z vitis vinifera. Czy jakoś tak. Kojarzycie?

Gdy pierwszy raz usłyszałam to zdanie, rzekłam do siebie:

Say what? Ekstrakt z wici z renifera? To renifery mają jakieś wici? A może to preparat dla Eskimosów? What the fuck is wicizrenifera?

Intrygująca nazwa nie dawała mi spokoju. Jej egzotyczne brzmienie przywoływało na myśl magiczne receptury dalekich plemion. Zastanawiałam się, czym może być ten tajemniczy, nikomu wcześniej nie znany składnik i skąd wzięła się nazwa tego nowo odkrytego specyfiku.

Aż w końcu pewnego dnia spłynęło na mnie olśnienie. Dowiedziałam się, że vitis vinifera to… Ladies and gentlemen… Proszę o uwagę… Winorośl właściwa. Dokładnie ta sama, która obrasta wam altanki w ogródku.

Czar prysł. Chyba jednak nie kupię.

Buzi!