Co ma hamburger do klimatu i środowiska?

04-08-2016

Mięsarianie i trawożercy. Najbardziej zwaśnione grupy w historii ludzkości. Ich spór, mimo że toczy się od lat, jest wciąż gorący niczym żeberka na grillu, a wytaczane działa potężne jak zmodyfikowane genetycznie bakłażany. W zalewie wzajemnych obelg i obrzucania się mięsem, tak naprawdę dawno straciliśmy jednak z oczu to, o co nam wszystkim chodzi. Fakty. Spójrzmy więc sobie na ten temat z chłodnym dystansem. Przyjrzyjmy się liczbom, badaniom i stanowiskom najbardziej poważanych instytucji. Mięsożercy, trawojady i wszyscy pomiędzy, chodźcie, pogadamy dziś o mięsku i byciu wege!

Ale zacznijmy od ciekawostki.

Czy istnieje obiektywna cecha, która umożliwiłaby jednoznaczny podział na ludzi i zwierzęta? Taka, której nie posiada żadne znane zwierzę oraz którą mają wszyscy ludzie bez wyjątku?

To taki ciekawy filozoficzny dylemat. Bo skoro jest coś, co sprawia, że człowiek stoi wyżej od zwierząt w hierarchii bytów, to automatycznie ich zabijanie nie wiązałoby się z żadnymi etycznymi wątpliwościami.

Kryteria postrzegania człowieczeństwa są przeróżne. Człowieka od zwierzęcia może na przykład różnić samoświadomość, racjonalne myślenie, czy posługiwanie się językiem. Wiele zwierząt przechodzi jednak pomyślnie test lustra, co dowodzi temu, że są świadome same siebie (co ciekawe, najmłodsze dzieci oblewają ten test, co wskazywałoby na to, że – zgodnie z taką definicją – stają się prawdziwymi ludźmi dopiero w okolicach drugiego roku życia). Inne zwierzaki posługują się narzędziami i rozwiązują skomplikowane problemy, co jednoznacznie wskazuje na to, że myślenie i logika nie są wyłącznie atrybutami ludzi. Język także nie wydaje się być dobrym kryterium podziału – naturze znane są tak oczywiste sposoby komunikowania się jak tańce pszczół, ryki, piski podwodnych zwierząt, czy nawet szympansica Washoe, która była w stanie (wprawdzie w ograniczonym stopniu, obejmującym około 350 znaków) nauczyć się języka migowego. Także i w tym aspekcie można byłoby podać przykłady ludzi, którzy nie byliby – zgodnie z takim rozróżnieniem – ludźmi. Ot, osoby upośledzone, czy w śpiączce, które nie są zdolne do komunikowania się. Absurd? Owszem. Nie mam jednak zamiaru niczego wam w tej kwestii sugerować, a dywagacje pozostawiam filozofom. My przechodzimy do konkretów.  

Czy przemysłowa hodowla zwierząt prowadzona jest tak, by jak najbardziej minimalizować cierpienie zwierząt?

To smutne, ale niestety tak nie jest. Zdarzają się oczywiście farmy, gdzie zwierzęta mogą żyć sobie w dobrych warunkach, jednak taki sposób hodowli nie pozwoliłby na pokrycie rynkowego zapotrzebowania na mięso i produkty odzwierzęce. W parze z intensyfikacją hodowli musiały więc iść przeróżne rozwiązania przyspieszające wzrost zwierząt oraz umożliwiające ich jak najefektywniejszą eksploatację. Hodowla zwierząt bez dostępu do świeżego powietrza oraz naturalnego światła, bez podściółek i w boksach skrajnie ograniczających poruszanie się to już właściwie standard. Przycinanie dziobów, zębów (bez znieczulenia) tuczenie, podawanie hormonów i antybiotyków – również. Krowy z hodowli przemysłowej żyją przeciętnie jakieś 3 do 6 lat, podczas gdy w sprzyjających warunkach można hodować je i po 15-20, w zależności od rasy. Zresztą, co ja się będę produkować. Źródeł z przerażającymi obrazkami tego typu jest w internecie od groma, a fakt, że masowa hodowla zwierząt ma z humanitaryzmem tyle wspólnego, co ja z papieżem, jest nie do podważenia i naprawdę nie wymaga żadnej dyskusji. Zajmijmy się czymś mniej oczywistym.

Jaka jest skala zjawiska i ile mięsa zjadamy?

Szacuje się, że obecnie na Ziemi mieszka jakieś 20 miliardów kur, półtora miliarda krów i niecały miliard świń. Razem hodowlanych zwierząt jest więc grubo ponad trzy razy więcej niż ludzi.

0B43C4897F

Mięsa produkuje się na świecie tyle, że średnio na jednego mieszkańca naszej planety przypada go około 38 kilogramów rocznie. Najwięcej zjadają obywatele bogatszej części świata, w tym także my. Przeciętny Amerykanin zjada rocznie 120 kilogramów mięsa, podczas gdy obywatel Bangladeszu – niespełna 2. Rolnictwem para się około 1,3 miliarda ludzi na całym świecie, przy czym większość z nich stanowią drobni hodowcy (przede wszystkim z krajów rozwijających się), a nie przedstawiciele wielkich zakładów. Mimo że można odnieść wrażenie, że liczba wegetarian i wegan w ostatnich latach zwiększa się, w skali świata trend jest zupełnie odwrotny, a spożycie mięsa wzrasta. Ma to związek przede wszystkim z bogaceniem się państw, których mieszkańcy byli do niedawna z finansowych przyczyn przymusowymi wegetarianami. Zjawisko takie obserwuje się np. w Indiach, czy Chinach. Generalnie procent nie-mięsożerców w społeczeństwach wynosi od około 1-2 do nawet ponad 40, choć ta druga wartość dotyczy przede wszystkim biedniejszych rejonów świata, gdzie odrzucenie mięsa, z uwagi na jego cenę, jest koniecznością, a nie przywilejem.

beef-617224_1280

Co ma hodowla zwierząt do degradacji środowiska?

Pamiętam, że kiedyś na lekcji włoskiego mieliśmy dyskutować o naszych preferencjach kulinarnych. Temat samoistnie zmienił się w debatę na temat mięsa i wegetarianizmu i pamiętam, że przytoczyłam wtedy fakt, że produkcja mięsa wpływa niekorzystnie na środowisko. Jeden z moich rozmówców wybuchł śmiechem, pytając A co takiego może mieć mój hamburger do środowiska i klimatu? Niestety, mój włoski pozwala mi na płynną konwersację tylko jeżeli mowa o pizzy lub nutelli, dlatego nie byłam w stanie kontynuować wątku, ale pozwólcie, że zrobię to teraz. A zatem…

Co ma hamburger do klimatu i środowiska?

burger-731298_1280

Wyobraźcie sobie całą lądową powierzchnię Ziemi. Wszystkie wysepki i kontynenty. Macie? Teraz wyobraźcie sobie wszystkie zwierzęta, które te lądy zamieszkują. Ale tak absolutnie wszystkie – mrówki, ślimaki, słonie, ptaki, węże, małpy, koty, psy, wiewiórki, jaszczurki, nietoperze, motyle i co tylko się da, bez pominięcia żadnego gatunku. Jeśli wziąć by wszystkie te lądowe zwierzęta i postawić na gigantycznej wadze, to 20% ich całkowitej masy zajęłyby wyłącznie zwierzęta hodowlane – kury, krowy, świnie, owce, kozy itd. Jedna piąta całej masy wszystkich lądowych zwierząt tego świata! Taki ogrom stworzeń wręcz musi mieć jakiś wpływ na środowisko.

Globalne ocieplenie

Hodowla zwierząt, jako najszybciej rozwijająca się gałąź rolnictwa, odpowiada obecnie za około 9% dwutlenku węgla emitowanego do atmosfery na skutek działalności człowieka. Jednak w jej wypadku tym, co zagraża atmosferze bardziej niż CO2, są gazy o o wiele większym potencjale tworzenia efektu cieplarnianego. I tak hodowla zwierząt odpowiada za 65% emisji podtlenku azotu (N2O), dla którego wartość GWP wynosi około 290 (oznacza to, że ma on 290 razy większy potencjał tworzenia efektu cieplarnianego niż dwutlenek węgla) oraz za 37% emisji metanu o współczynniku GWP równym 23 (czyli o potencjale dwudziestotrzykrotnie większym od CO2).

Co to jest potencjał tworzenia efektu cieplarnianego?

GWP (ang. global warming potential) to miara wskazująca, jak dużo ciepła może zatrzymać w atmosferze dany gaz. Punktem odniesienia jest tutaj dwutlenek węgla, którego GWP jest równy jeden. Im większa wartość GWP, tym gorszy jego wpływ na efekt cieplarniany.

Rolnictwo jako całość jest natomiast w skali świata odpowiedzialne za 14% całej emisji gazów cieplarnianych. To o jeden punkt procentowy więcej niż… transport:

GlobalGHGEmissionsBySource

źródło: IPCC 2007

Woda – zużycie i czystość

Jeśli włączyć w to tereny wykorzystywane do uprawy roślin na paszę, zwierzęta hodowlane zajmują obecnie około 30% całej lądowej powierzchni planety (samo wypasanie zajmuje powierzchnię równą Afryce!). Około 1/3 wszystkich terenów, które nadają się pod uprawę roślin, wykorzystywana jest wyłącznie do tego, by wykarmić bydło oraz trzodę i podobnie 1/3 wykorzystywanej przez ludzkość słodkiej wody potrzebna jest do tego, by hodowlane zwierzęta utrzymać – nakarmić, napoić, wymyć i przejść przez cały proces produkcji od zwierzęcia aż do jajka, mleka lub kotleta. Zapotrzebowanie na powierzchnie do wypasania i uprawiania roślin stale wzrasta, a to sprawia, że w niektórych rejonach świata hodowla zwierząt jest jedną z głównych przyczyn wylesiania rozległych terenów. FAO szacuje, że jakieś 70% wyciętych obszarów lasów amazońskich zamieniło się w… pastwiska. Te (szczególnie w krajach rozwijających się) lokalizowane są w nieodpowiednich miejscach i poddawane nadmiernemu wypasaniu, co często prowadzi do zaburzenia lokalnych stosunków wodnych, erozji i pozbawiania dostępu do wody miejscowej ludności.

Hodowla zwierząt to także gigantyczne zużycie wody. Rzućcie okiem na tabelkę poniżej. Zawiera ona informację o tym, ile litrów wody musi zostać zużyte, by otrzymać 1 kg końcowego produktu.

Wyprodukowanie kilograma wołowiny zużywa ponad 15 000 litrów wody, podczas gdy produkcja tej samej masy warzyw i owoców zamyka się najczęściej w około 800 (nieco więcej dla owoców, a mniej dla warzyw). Jeśli przeliczylibyśmy te dane na liczbę kalorii i potrzebną do ich dostarczenia ilość wody, wyszłoby nam, że aby otrzymać tysiąc kalorii z bananów, zużyjemy niecałe 800 litrów wody, natomiast z kurczaka – 3604 litry, a z wołowiny – 6702 litry.

chicken-918418_1280

Hodowla zwierząt znajduje się także wśród tych sektorów ludzkiej działalności, które mają niekorzystny wpływ na stan wód. Ot, zanieczyszczenia wody fosforem, czy azotem (tego pierwszego przeciętna krowa mleczna wydala z siebie w ciągu roku około 16 kilogramów, natomiast drugiego – 130 kilogramów) prowadzą do eutrofizacji, a ta z kolei – do zakwitów. Powierzchnia wody porasta wtedy sinicami, algami i bakteriami (często produkującymi toksyny), blokując zanurzonym roślinom dostęp do światła i zużywając rozpuszczony w zbiorniku tlen. Woda taka przestaje nadawać się do spożycia, kąpieli, a przede wszystkim – do życia dla autochtonicznych roślin i zwierząt. Do kwestii zanieczyszczeń wody dochodzą też oczywiście sprawy związane z wykorzystywaniem w trakcie hodowli hormonów, antybiotyków, czy metali ciężkich (miedź, cynk, kadm, żelazo, kobalt i selen wykorzystywane są jako promotory wzrostu, środki zapobiegające biegunkom i dezynfektanty), z których szczególnie te ostatnie nie są dobrze absorbowane przez zwierzęce organizmy, a co za tym idzie – znajdują się w kurzych i bydlęcych odchodach, skąd mogą przenikać do gleby, czy wód gruntowych.

Mięso mięsu nierówne

meat-1030729_1280

Oczywiście, wszystkie dane, o których piszę powyżej to uogólnienia. W jednych stronach świata system produkcji mięsa i produktów odzwierzęcych jest zaprojektowany tak, by zarazem cierpienie zwierząt, jak i ryzyko związane z wpływem na środowisko, były możliwie minimalizowane. Są też jednak takie, gdzie sytuacja ma się o wiele gorzej. Największy udział w emisji gazów cieplarnianych związanej z hodowlą zwierząt (od 75 do 50% całości, w zależności od rodzaju mięsa) mają kraje rozwijające się, podczas gdy w bogatszej części świata wartości te często (choć nie zawsze) dają się utrzymać w miarę rozsądnych ryzach. Mięso jest też mięsu nierówne, jeśli idzie o jego wpływ na środowisko. Produkcja wieprzowiny i drobiu odpowiada za jakieś 10% całkowitej emisji gazów cieplarnianych przez sektor hodowli zwierząt, dostarczając jednocześnie ponad trzy razy więcej mięsa niż bydło (w tym przede wszystkim wydalające mnóstwo metanu krowy). Świnie i kurczaki wymagają także względnie mniej pokarmu – aby wyprodukować 1 kilogram ich mięsa potrzeba około pięciu razy mniej paszy niż w przypadku krów, kóz, czy owiec.

To co teraz? Wszyscy na weganizm?

Choć często przytaczane jako remedium na wszystkie światowe problemy, przejście całej ludzkości na trawożerność prawdopodobnie nie rozwiązałoby wszystkich współczesnych bolączek. Naukowcy są zgodni co do kilku spraw:

  • masowe ograniczenie spożycia mięsa pozwoliłoby na częściowe okiełznanie zmian klimatycznych, spowalniając ocieplanie się klimatu właściwie zerowym kosztem i bez podejmowania jakichkolwiek dodatkowych interwencji;
  • podobnie kłopot oporności bakterii na antybiotyki mógłby istotnie zmniejszyć swoją skalę. Nieuzasadnione, nierozsądne i nadmierne faszerowanie zwierząt środkami bakteriostatycznymi i bakteriobójczymi uznaje się za jedną z najważniejszych przyczyn tak szerokiej skali zjawiska, jakim jest antybiotykooporność.
  • uwolnienie gigantycznych obszarów pastwisk potencjalnie pozwoliłoby na (przynajmniej częściowe) ponowne zalesienie, co uregulowałoby zaburzone stosunki wodne i dodatkowo przyczyniłoby się do niwelowania globalnego ocieplenia;
  • w obliczu prognoz, zgodnie z którymi ludzkości będzie przybywać w zawrotnym tempie, uwolnienie dodatkowej przestrzeni zdaje się również mieć sporo sensu. W końcu gdzieś musimy pomieścić te kolejne dwa miliardy ludzi, którzy do 2050 roku mają przyjść na świat.

carrots-984287_1280

Są jednak kwestie, których nie da się przewidzieć. Ot, na przykład tego, w jaki sposób na gwałtowne rozstanie się z mięsem zareagowałaby gospodarka. Szacuje się, że mięso stanowi niemal 2% światowego PKB, a osoby zatrudnione w sektorze rolnictwa – grupę liczącą ponad 1,3 miliarda ludzi. Światowy rynek zostałby więc zasilony niewyobrażalną masą bezrobotnych, a dodatkowo pozbawiony wszelkich odzwierzęcych produktów. Mowa tu nie tylko o mleku, czy jajkach, ale także skórach, czy tłuszczach, które wykorzystywane są do produkcji galanterii, kosmetyków, czy detergentów. Cena wszystkich tych dóbr musiałaby więc wzrosnąć, a dodatkowo trzeba byłoby zastępować te surowce roślinnymi odpowiednikami. Czy produkcja tych drugich okazałaby się bardziej ekologiczna? Przykład oleju palmowego każe mieć w tym względzie nieco wątpliwości.

Co mogę zrobić?

Jak zawsze – najlepiej będzie zachować zdrowy rozsądek. Ograniczenie spożycia mięsa wydaje się właśnie takim rozsądnym krokiem. Obowiązujące piramidy żywienia pozycjonują mięso w okolicach szczytu, najczęściej tuż pod olejami i tłuszczami. Badania potwierdzają także, że ograniczenie mięsa w diecie ma korzystny wpływ i na długość życia, i na zdrowie, w tym szczególnie choroby związane z układem krążenia, a do zbilansowania zdrowej diety wcale nie są konieczne kotlety, szynki i żeberka.

F8B73CPSBK

Jeśli chcesz, możesz też zainteresować się tym, skąd pochodzi mięso, które jesz. Niestety, jest to produkt, który wciąż względnie łatwo jest oszukać – wzbogacić o tanie wypełniacze, czy zasypać kilogramami wzmacniaczy smaku. Pewnie proceder ten będzie trwać tak długo, jak długo klienci nie będą w stosunku do producentów wysuwać żadnych oczekiwań. Może więc warto zainteresować się producentem wędliny do kanapki i sprawdzić, w jakich warunkach hoduje zwierzęta oraz jak wypada w testach jakości? Albo odżałować tego dodatkowego piątaka i kupić jajko od kury, która nie musiała gnieździć się w klatce, której wielkość nie pozwalała jej nawet na rozprostowanie skrzydeł, nie mówiąc już o jakimkolwiek przemieszczaniu się? Sposobów jest mnóstwo, trzeba tylko chcieć.

A, i następnym razem, kiedy znowu będziesz chciał spojrzeć krzywo na jakiegoś wege-oszołoma, zastanów się, czy nie wkurza cię w nim czasem to, że jednak ma on trochę racji?

Chcesz wiedzieć więcej? Rzuć okiem na poniższe źródła: