Tabletki na detoks, oczyszczające diety, plastry usuwające toksyny i inne buble

 

Wyobraźmy sobie idealny świat, w którym możemy do woli faszerować się chipsami i czekoladą, pić alkohol bez ograniczeń, wdychać krakowskie powietrze i unikać ćwiczeń, a jedyną karą, jaka spotka nas za te przewinienia będzie konieczność przejścia się do sklepu po magiczną tabletkę, która rozgrzeszy nas ze wszystkich żywieniowych złych uczynków i usunie z naszych ciał wszelkie pozostałości po tej jedzeniowej hulance. Brzmi piękne, prawda? Nic więc dziwnego, że przemysł produkujący wszelkiego typu specyfiki oczyszczające i sprzedający ludziom iluzję, wedle której usunięcie toksyn z organizmu to kwestia naklejenia sobie plastra na stopę lub wypicia koktajlu ze szpinaku, ma się tak dobrze.  

Death_to_stock_Dinner_damo_2

Co to jest detoksykacja?

Definicje detoksu są dwie. Pierwsza – medyczna, akceptowana i naukowo poparta – oznacza proces pozbywania się trujących substancji z ciała pacjenta. Toksynami mogą w tym wypadku być wszelkiego rodzaju narkotyki, leki, grzyby i inne świństwa, z którymi nasz organizm nie jest w stanie sobie poradzić, ponieważ matka natura nie wyposażyła go w enzymy i szlaki metaboliczne konieczne do ich unieszkodliwienia. Detoksykacja polegać może na usunięciu połkniętej trucizny, podawaniu odtrutek neutralizujących toksyny, dializie lub chelatacji. Terminem detoksykacji określa się też proces odstawienia substancji psychoaktywnych w terapii uzależnień.

Druga definicja – stosowana przez przemysł zajmujący się produkcją ziołowych tabletek i promujący oczyszczające diety – opiera się na założeniu, że w ciągu życia w organizmie gromadzą się toksyny, które powinny być co jakiś czas usuwane, by przywrócić ciało do równowagi i zdrowia. Logika ta byłaby jeszcze do zaakceptowania, gdyby precyzowała, czym są wspomniane toksyny. Tego niestety nie wiadomo. Jaki jest mechanizm usuwania substancji, których nie da się nazwać? Jak mierzyć ich obecność w ciele przed i po zastosowaniu terapii, skoro nie wiemy, czego tak naprawdę szukamy? Jak sprawdzać efektywność zastosowanych środków, jeśli nie ustalimy, jaka chemiczna cząsteczka jest celem ich ataku? Wie to zapewne tylko Pan Jeżu, ponieważ nie ma żadnych oficjalnych i akceptowanych zasad, wedle których miałby przebiegać detoks (rozumiany jako jeden ze środków medycyny alternatywnej). Nie ma też żadnych rzetelnie przeprowadzonych badań naukowych, które potwierdziłyby jego zasadność.

W 2009 roku grupa naukowców zrzeszonych w Sense about Science skontaktowała się z piętnastoma producentami różnych środków detoksykujących – od tabletek, przez plastry, aż po koktajle, kremy i szampony – i poprosiła ich o podanie źródeł naukowych, na których opierali swoje receptury. Żaden z producentów nie był wstanie odpowiedzieć ani na pytanie o mechanizm detoksykacji ani nawet wskazać nazwy toksyny, której produkt rzekomo miał się pozbywać

Ale jak to jest z tymi toksynami?

Nasze ciała faktycznie mogą gromadzić toksyny, a te mogą wpływać na ryzyko rozwoju wielu chorób – ot, chociażby narażenie na rtęć już dawno temu powiązane zostało z chorobami neurologicznymi, a niektóre chemikalia, np. te zawarte w dymie nikotynowym, podwyższają szansę zachorowania na raka płuc i jamy ustnej. Toksyny mogą się kumulować w organizmie po tym, jak spożyjemy je wraz z jedzeniem, wypijemy razem z brudną wodą, albo gdy głęboko zaciągniemy się zanieczyszczonym powietrzem. W ten sposób zatruwać mogą nas dwutlenek azotu, metale ciężkie, pył azbestowy, wspomniany przed chwilą dym nikotynowy, arszenik i cała masa różnych substancji, w tym prawdopodobnie także akrylamidy, ftalany, czy perfluorowęglowodory. Problem w tym, że kaliber ich potencjalnego toksycznego działania jest zbyt duży, by byle sok, koktajl, ziołowa tabletka, dieta, czy herbatka były w stanie w jakikolwiek sposób wpłynąć na ich usunięcie z tkanek.

Do wymienionych wyżej sytuacji dochodzi rzadko (wykluczając jednak z tego palaczy i… mieszkańców Krakowa), a w porażającej większości przypadków wszystko co zjadamy jest na drodze reakcji utleniania i redukcji oraz enzymatycznych przekształceń albo w bezpieczny sposób włączane do tkanek organizmu, albo wraz z potem, moczem, wydychanym powietrzem i odchodami usuwane z jego środowiska.

Death_to_stock_Dinner_damo_9

Już sama idea głosząca, że organizm jest jak gąbka, która chłonie wszystko to, co podstępnie czai się w jedzeniu jest… Niedorzeczna. Usuwanie z organizmu tego, co potencjalnie szkodliwe, jest kluczowe dla rozwoju i musiało zostać przez ewolucję bardzo szybko rozwiązane. W odpowiednie struktury zapewniające detoksykację są wyposażone już nawet jednokomórkowe organizmy – peroksysomy, czyli wypełnione enzymami pęcherzyki posiadają tak komórki pierwotniaków, jak i nasze hepatocyty.

Problemem jest też sama definicja toksyn. Wszelkie specyfiki, które mają się ich pozbyć, zaznaczają, że toksyny to substancje czyniące jakąś szkodę w organizmie. W takim ujęciu toksyczne jest niestety wszystko. 20 tabletek witaminy A połkniętych na raz może uszkodzić wątrobę, a wypicie dziesięciu litrów wody w pół godziny doprowadzić do obrzęku mózgu i innych kluczowych narządów i tym samym wywołać (niemal pewną) śmierć. Mętna definicja nie pozwala więc na zaplanowanie i przeprowadzenie konkretnych naukowych badań, które weryfikowałyby skuteczność odtruwających specyfików.

Nie ma znaczenia, jak wiele zdrowych warzyw zjesz, ile litrów koktajlu z jarmużu i cytryny wypijesz oraz iloma opakowaniami ziołowych tabletek wypchasz swój żołądek. Żadna zjadana przez ciebie substancja nie sprawi, że cokolwiek, co zgromadziło się w twoim organizmie magicznie wyparuje. Oczywistym jest, że jeśli przestawisz się na zdrową dietę, pełną owoców i warzyw, poczujesz się lepiej, a być może nawet stracisz na wadze. Nie ma to jednak związku z żadnymi toksynami, które ulotniły się z ciała na skutek oczyszczającej terapii. Po prostu jesz zdrowo, a twój organizm ci się za to odwdzięcza.

Jeśli natomiast przytrafiło ci się pójść w tango z czekoladą, frytkami i winem, najlepszym co możesz zrobić dla swojego organizmu będzie powrót do zdrowej i zbilansowanej diety, a nie kupno odtruwających proszków. W tym drugim wypadku przez większy detoks niż ty sam, przejdzie pewnie twój portfel.

Buzi!