5 powodów, dla których bycie modelką nie jest aż tak fajne, jak się wydaje

Podróże, drogie ciuchy, sławni ludzie, darmowe imprezy, hajlajf i błysk fleszy to tylko niektóre z mnóstwa niewątpliwych zalet bycia modelką. Dla mnie mogłyby istnieć właściwie tylko te pierwsze, a po wszystkich pozostałych nie uroniłabym nawet łezki. Wieszaking ma też jednak swoje ciemne strony, o których modelki rozprawiają wyłącznie na tajnych spotkaniach suto zakrapianych dietetycznym Aloe Vera King. Jeśli i ciebie ciekawi, co takiego trapi serca tych biednych chudzinek, przygotowałam specjalną listę największych problemów każdego wieszaka. 

1. Jesteś zależna od innych

Twoje być albo nie być zależy od widzimisię niezliczonej ilości osób, a w gronie tym nie ma niestety miejsca dla ciebie. Nie masz absolutnie żadnego wpływu na to, czy najbliższe miesiące życia przyjdzie ci spędzić w Nowym Jorku, na wybiegu u Alexandra Wanga, czy też może w Ciechocinku, pozując do gazetek Castoramy. To, w której części świata i na jak długo zamieszkach oraz z kim, czy w ogóle i na jakich warunkach będziesz pracować, zależy od dziesiątek ludzi wokół ciebie. W łańcuchu decyzyjnym jesteś na ostatniej pozycji, a twoja siła przebicia ma jeszcze mniejszy rozmiar niż kiecki, w które musisz się wcisnąć.

2. Ciągle czekasz

Jeśli masz pecha, czekasz na łut szczęścia, dostrzeżenie przez zagranicznych bookerów i telefon z agencji. Jeśli masz już jakieś doświadczenie, zazwyczaj czekasz na informację o castingach. Na castingach czekasz w  kolejce na swoją kolej, a po powrocie do mieszkania, czekasz na maila z wiadomością o tym, czy się spodobałaś. Jeśli tak, idziesz na przymiarki, na których czekasz, aż projektant skończy narzekać na kulawe modelki i weźmie się do pracy. W dniu pracy czekasz natomiast na makijaż, fryzurę, próbę i spóźnionego stylistę. Czekasz także na przybycie gwiazdy wieczoru, bez której pokaz nie może odbyć się na czas. Potem czekasz, aż będziesz mogła w końcu zobaczyć zdjęcia i dorzucić je do portfolio. Ale to nic. Najdłużej i tak poczekasz na przelew.

3. Nie jesz

To znaczy jesz, ale raczej nie tyle, na ile masz ochotę. Jest, co prawda, mnóstwo dziewczyn, którym pochłonięte BigMaki nie kumulują się w fałdkach na brzuchu, a nadmiarowe kalorie dyfundują przez skórę i takie typy nie mają z figurą żadnych problemów. Znam nawet kilka modelek, które marzą o przytyciu, bo nie podobają się sobie w tej ekstremalnie chudej wersji, ale choćby nie wiem ile szwedzkich klopsików w siebie wmusiły, nie oszukają przeznaczenia. Ja sama, mimo że jestem z natury szczupła, a od górnej granicy prawidłowego BMI dzieli mnie jeszcze spokojnie z osiem – dziesięć kilogramów, miałam z modelkową dietą duży problem. Nie oszukujmy się – przy 180cm wzrostu, obwód bioder rzędu 88cm jest ekstremalnie mały. Mniej już się nie da, chyba że ktoś spiłuje ci miednicę, ale praca to praca i jeśli nie będziesz spełniać wymogów rynku, najzwyczajniej w świecie przestaniesz otrzymywać zlecenia.

4. Nikogo nie obchodzi twoje zdanie

Ktoś cię ubiera, ktoś cię maluje, ktoś wymyśla scenerię, na tle której będziesz pozować i wzywa jeszcze jednego ktosia, który mówi ci, jakie emocje masz przy tym oddawać. Mimo że to ty jesteś bohaterką zdjęcia, tak naprawdę jesteś na nim najmniej ważna. Masz jedynie odtworzyć zamysł pozostałych członków ekipy i za bardzo przy tym nie marudzić. Co gorsze, nigdy nie wiesz, czy przychodząc rano na plan, zamiast kwiatów we włosach i sukienek Versace, szalony stylista nie zaoferuje ci owinięcia się w folię spożywczą, wyjścia nad rzekę (w styczniu)  i pozowania w towarzystwie pudeł z wędzonymi makrelami (true story). Jeśli chcesz zgłaszać wtedy jakieś obiekcje, rzuć okiem na punkt pierwszy i przypomnij sobie, że przecież nie masz nic do gadania.

5. Masz jedną miliardową szansy na to, by zostać topmodelką

To czysta matematyka. Próg wejścia do biznesu jest obecnie na praktycznie zerowym poziomie. Agencje wyrastają i rozrastają się jak grzyby po deszczu, nie będąc przy tym zbyt wybiórczymi, dlatego, aby do jakiejś trafić, wystarczy po prostu być wysoką i ładną. Dziewczyn na rynku są setki, tysiące, a może nawet zyliony. Wszystkie z nich wyglądają podobnie, ubierają się podobnie i w większej masie są często nie do odróżnienia. Na sam szczyt dochodzą zazwyczaj dziewczyny pokornie znoszące wszystkie porażki, cierpliwe i będące w stanie zaakceptować fakt, że kariera robiona w trzy minuty to mit, a pierwsze ojro na koncie pojawiają się na dłuuuugo, dłuuugo po pierwszym kontrakcie. 99,9% pozostałych dojdzie w tym czasie do wniosku, że selfie z Karlem Lagerfeldem nie jest warte całego tego zachodu i po prostu zrezygnuje.

Dokładnie tak jak zrobiłam to ja.

Buzi!